środa, 24 grudnia 2014

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Jako iż nagle słuch o Ran Nishi zaginął, postanowiła ona wrócić do was z podróży w poszukiwaniu weny, by złożyć piękne, świąteczne życzenia!
Chciałam każdemu z osobna życzyć zdrowych, pogodnych, radosnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnym gronie. Niech od tego momentu, każdy Wasz dzień będzie coraz lepszy. Mam nadzieję, że pod choinką znajdziecie, oprócz wymarzonych prezentów, całe kontenery weny i pomysłów. Niech Nowy Rok przyniesie Wam przede wszystkim, jako autorkom tak wspaniałych blogów, wiele chęci do pisania, byście nigdy nie przestawały robić tego, co kochacie i sprawiały tym radość nie tylko sobie, ale także ludziom, którzy mogą czytać Wasze opowiadania.
Myślę, że nadszedł w końcu okres, kiedy czas wziąć się za siebie, dlatego po tych wszystkich wspaniałych prezentach, postaram się, aby przyfrunął do was jeszcze jeden, w postaci kolejnego rozdziału. Mam wielką nadzieję, że ktoś jeszcze na niego czeka :D
Jeszcze raz wesołych świąt, smacznego jajka w koszyczku, udanych wakacji i przede wszystkim spełnienia marzeń! <3
Całuję i ściskam bardzo mocno
Wasza Marnotrawna Córka
Ran Nishi 

niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 21 - "Pod Zielonym Dębem"

Dręczące uczucie deja vu sprawiało, że pobyt w ciemnym miejscu z minuty na minutę stawał się coraz większą katorgą. Nieprzyjemny chłód atakował jej zmarznięte kończyny, a głód powoli przejmował władzę nad jej myślami, nie pozwalając w żaden sposób skupić się na czymś innym. Już dawno straciła rachubę czasu i osoba, która ostatnio przyniosła im posiłek mogła być tutaj zaledwie kilka godzin temu. Jej jednak odcinek czasu, który minął od momentu, w którym miała w ustach cokolwiek jadalnego wydawał się być wiecznością. Ostatnim razem, gdy znalazła się w takiej sytuacji, na pomoc nie musiała długo czekać. W tym momencie pragnęła, by tajemniczy wybawiciel jakimś cudem znalazł się blisko niej i wyciągnął ją z tego miejsca, przesiąkniętego wilgocią i smrodem zgnilizny. Nagły trzask zamka ich klatki spowodował, że z nadzieją podniosła głowę. Postać znajdująca się w wejściu wydawała jej się być dziwnie znajoma i choć nie mogła przywołać w pamięci momentu, w którym ją widziała, Scarlet była pewna, że już gdzieś się spotkały.
-Ty jesteś Erza, tak? - Niebieskowłosa kobieta weszła w krąg światła rzucanego przez pochodnię, zwracając się do dziewczyny. Jej piękna twarz naznaczona była wieloma świeżymi siniakami i rozcięciami, zaś lewa dłoń kurczowo przytrzymywała niebieski płaczsz osłaniający prawą część ciała. Mimo to na jej twarzy gościł lekki cień uśmiechu. - Juvia pomoże wam uciec.
Uciec. Erza przez chwilę delektowała się brzmieniem tego słowa, które jeszcze długi czas odbijało się echem w jej głowie. Nawet dziwne poruszenie po drugiej stronie celi nie odebrało jej tej przyjemności.
-A dlaczego mielibyśmy Ci zaufać? - Za to stanowczy głos Jellala nie miał z tym żadnych problemów.
Niebieskowłosa zwiadowczyni przez chwilę spoglądała na Fernandesa, jakby nie do końca rozumiała zadane jej pytanie. Po chwili jednak wzruszyła ramionami i spojrzała na Erzę wzrokiem mówiącym, że ona powinna to wiedzieć.
-Ze względu na Hayato - szepnęła tylko i opuściła celę, zostawiając ją otwartą, czekając aż więźniowie opuszczą jej skromne progi.
-Jakbyśmy jeszcze wiedzieli kim jest ten... - zaczął marudnie niebieskowłosy, lecz jego wypowiedź szybko została przerwana przez towarzyszkę.
-Zamknij się i chodź - warknęła cicho i poszła w ślady dziewczyny, zostawiając za sobą swoje więzienie. Szybko zrównała z nią kroku i na tyle, na ile pozwalał jej ciasny korytarz, spróbowała rozpocząć cichą konwersację.
-Czemu właśnie ze względu na niego? - Zadała pierwsze pytanie, czując, że ma ich w zanadrzu jeszcze naprawdę sporo.
-Hayato? - Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. - Prawdę mówiąc, to dla Juvii nie istnieje tylko jeden ważny powód. Przede wszystkim kilkakrotnie uratował cię z opresji, a gdyby mu na tobie nie zależało, to by tego nie robił, prawda? - Loxar puściła jej perskie oko, a na widok szkarłatu wykwitającego na policzkach Erzy, roześmiała się cicho. - Gdyby wiedział, że miałam okazję wydostać cię z tego więzienia i tego nie zrobiłam, to pewnie by mnie ukatrupił. Można powiedzieć, że miałam u niego pewien dług wdzięczności i jeszcze... Kiedy z nim byłam, ja naprawdę... - lekko schyliła głowę, chowając twarz za włosami. - Juvia naprawdę bardzo go kochała...
Resztę drogi spędzili w milczeniu, co chwilę zatrzymując się, by sprawdzić, czy kolejny korytarz na pewno jest pusty. Przez całą wędrówkę nie spotkali nikogo innego, więc Erza domyśliła się, że Juvia pełni wartę nad całym schronieniem Korpusu Phantom Lord. Jedynym racjonalnym wyjaśnieniem tego, że pozostawiali kobietę samą na tak ważnym posterunku było to, że musiała być naprawdę silna, dlatego Erza mimowolnie dziękowała w duchu, że mają ją po swojej stronie. Z każdym krokiem powietrze stawało się świeższe i coraz bardziej odżywcze, co tylko pogłębiało w szkarłatnowłosej przeświadczenie, że wyjście musi znajdować się już naprawdę niedaleko. W myślach zrobiła szybką listę rzeczy, które powinna mieć teraz przy sobie, lecz jedynym, co przychodziło jej teraz do głowy był Jellal, nad którym rzeczywiście lepiej było sprawować odpowiednią kontrolę. W tej chwili jednak kroczył tuż za nimi, potulnie jak baranek, ukazując kolejną ze swoich pięćdziesięciu twarzy i wcale nie sprawiając wrażenia osoby, która potrzebuje opiekuna. Erza jednak zbyt długo przebywała w jego towarzystwie, by choć na moment spuszczać gardę.
-Tutaj Juvia was zostawi - zakomenderowała dziewczyna, sięgając po niewielki pakunek wiszący u jej pasa. Za chwilę wydobyła z niego dwie saksy, które podała im po lekkim wahaniu. Jeśli Jose dowie się, że ze zbrojowni coś zniknęło dziewczyna może za to srogo zapłacić. -Ach, i jeszcze jedno. Po wyjściu z jaskini zacznijcie kierować się traktem na północ. Pół dnia drogi stąd znajduje się niewielka osada z najsławniejszą w okolicy karczmą "Pod Zielonym Dębem''. Juvii udało się skontaktować z pewną osobą, która z niecierpliwością będzie tam na was czekać - mrugnęła porozumiewawczo do Erzy i rzuciła w ich stronę ostatni pożegnalny uśmiech, za chwilę znikając w cieniu.
Szkarłatnowłosa jeszcze przez chwilę spoglądała w miejsce, w którym zniknęła dziewczyna, by po chwili stanowczo ująć w garść kawałek materiału płaszcza Jellala i pociągnąć go za sobą. Tak jak się spodziewała, już za chwilę jej oczy oślepił jasny blask wschodzącego słońca, które przy okazji pomogło jej utwierdzić się w przekonaniu, że znajduje się w jeszcze gorszym stanie niż sobie to wyobrażała. Pocieszając się myślą, że Jellal wygląda równie okropnie, znalezienie źródła wody stało się dla niej w tej chwili głównym priorytetem. W końcu na spotkanie z Hayato nie może wyglądać jak siedem nieszczęść.

Odnalezienie niewielkiego strumyka zajęło im całe dwie godziny. Słońce już na dobre zdążyło zagościć na widnokręgu i mocno sprażyć zmęczonych wędrowców. Erza z zadowolonym uśmiechem zanurzyła palce w chłodnej wodzie i na początek ochlapała sobie nią twarz. Za chwilę jednak stanęła przodem do Jellala, który do tej pory przypatrywał się jej poczynaniom.
-Odwróć się - zarządziła twardo. - Chcę się wykąpać.
Niechętnie wypełnił jej polecenie i oparł się o pobliską sosnę. Kora drzewa już za chwilę zaczęła niemiłosiernie uwierać go w plecy. Mimo niewygodnej pozycji nawet nie przyszło mu do głowy (no może raz) żeby podglądać kąpiącą się towarzyszkę. Ta część osobowości aktywowała się u niego przede wszystkim wieczorami i późnymi nocami, gdy w pobliżu znajdowała się jakaś pociągająca kobieta. Ale Erza była kobietą, prawda? Jedyny sposób by to sprawdzić był dość prosty, a zarazem możliwy do zrobienia. Jellal jednak nie zamierzał poświęcić swojego życia dla chwili bezwstydnego podglądania. Zresztą za chwilę też miał zamiar skorzystać z okazji i wykąpać się, czego nie robił już zdecydowanie zbyt długo. Z nudów zaczął wyrywać otaczające go kępki trawy, przypatrywać się życiu robactwa, a nawet odgadywać kształty, które przybierały chmury, co chwilę ukrywające się za rozłożystymi koronami drzew. Taka kolei rzeczy nie stała się jednak jego zajęciem na dłuższy czas.
-Erza? - Odchrząknął cicho, próbując zwrócić na siebie uwagę. - Kim jest ten cały Hayato?
Cisza. Jedynymi dźwiękami w tej chwili był plusk wody i szelest liści, które towarzyszyły mu od początku. Przez chwilę myślał, że już się tego nie dowie, gdy odpowiedź nadeszła razem z zapytaną.
-Hayato jest moim przyjacielem, który wielokrotnie uratował mi życie - dziewczyna stanęła przed nim owinięta w swój zwiadowczy płaszcz. Woda powoli skapywała z jej mokrych włosów na równie mokre ubrania, które trzymała w rękach. -Teraz twoja kolej.
Niebieskowłosy z ociąganiem podniósł się z miejsca i podszedł nad brzeg rzeki. Na oko ocenił, że w najgłębszym punkcie woda sięgać mu będzie zaledwie do kolan, co w pewien sposób mogło utrudnić mu kąpiel. Dodatkowo przezroczysta, raźno płynąca ciecz była wręcz lodowata. Z westchnieniem zawodu godnym eks-króla zrzucił z siebie płaszcz znajdujący się już w porządnej rozsypce, lecz nadal jeszcze nadający się do noszenia. Przynajmniej przez pewien czas. Pozbył się również wymyślnych pantofli, które ledwo trzymały się na jego stopach i pończoch, wyglądających na nim teraz wręcz przekomicznie. Bądź co bądź ostatni raz przebierał się jeszcze będąc królem, co w pewien sposób utrudniało mu teraz proces rozbierania się. Dwoma zdecydowanymi ruchami odpiął drogie mankiety i zabrał się za guziki jeszcze niedawno śnieżnobiałej koszuli, którą rzucił tuż obok płaszcza. Za chwilę reszta garderoby również znalazła tam swoje miejsce. Z roztargnieniem obejrzał dokładnie każdą część swojego ciała i musiał z aprobatą stwierdzić, że boski Diego mimo że oblepiony brudem nadal może stąpać po ziemi w swojej dawnej świetności. Rana na ramieniu całkiem się już zagoiła, nie wspominając o tej, która znajdowała się na jego brzuchu. Pozostała po niej jedynie blizna, lecz czym byłby prawdziwy mężczyzna bez choć jednej skazy? W końcu znalazł się w wodzie, starannie racząc nią kolejne partie wyrzeźbionego ciała, którego pozazdrościć mu mógł każdy mężczyzna na ziemi. W jego mniemaniu oczywiście. Niemal z namaszczeniem zanurzył włosy, które przez chwilę targane były przez nurt rzeki, by za chwilę wynurzyć się i dokładnie przeczesać je palcami. Przemył twarz, zauważając przy okazji, że zdobi ją już porządny zarost. Z błogim uśmiechem chwycił w ręce porozrzucaną garderobę, której zafundował szybkie pranie i wyszedł na spotkanie Erzie, wcześniej pamiętając o tym, by szczelnie owinąć się w płaszcz. Za chwilę jednak musiał na powrót wrócić na swoje miejsce i tak jak dziewczyna przywdziać na siebie mokre ubrania, które pewnie miały wyschnąć na nich, gdy będą zmierzać do celu. No tak, zero postojów. Włożył na siebie jedynie najpotrzebniejsze rzeczy, od razu żegnając się z majestatycznymi pończoszkami. Płaszcz jednak zarzucił sobie na ramię. W strzępach czy nie, zawsze lepiej powitać Hayato wyglądając jak rasowy morderca. Z takim zarostem i oczami pewnie wręcz opuchniętymi ze zmęczenia chyba nie powinno być to trudne. Z ociąganiem podszedł do Erzy, która już na niego czekała.
-Teraz powinniśmy iść w stronę rzeki i wydaje mi się, że ta droga będzie... - odwróciła się w jego stronę i nagle dziwnie zamilkła. A jej twarz przy okazji przybrała szkarłatny kolor godny jej włosów.
- Coś nie tak? - Jellal przez chwilę spoglądał na nią ze zdziwieniem, by po chwili również się sobie przyjrzeć. Na widok mokrej koszuli wręcz przyklejającej się do jego ciała i ukazującej to, co się pod nią kryło, mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Och, Erzo, uwierz, nie ty pierwsza padasz na ten widok... -Może ją zdjąć? - Zaproponował, wskazując na górną partię garderoby.
-Gdybym chciała, to sama bym ją z ciebie zdjęła - prychnęła dziewczyna. Za chwilę jednak szybko skarciła się w myślach za niespodziewaną chwilę słabości i na wszelki wypadek ruszyła przodem. W końcu czekała ich jeszcze co najmniej czterogodzinna wędrówka.

Słońce zaszło już dobre kilka minut temu, gdy ujrzeli przed sobą bramy miasta. Dostrzegli nawet kilku strażników, co świadczyło o tym, że nie mogła być to jakaś podrzędna wioska. Erza z niepokojem przyjrzała się Jellalowi.
-Myślisz, że nikt cię nie rozpozna? W końcu byłeś ich... wiesz...
-Zbyt mało osób kiedykolwiek widziało moją twarz, by móc mnie rozpoznać - westchnął niebieskowłosy. Przez te wszystkie lata starał się jak mógł chronić swoją tożsamość i wychodziło mu to naprawdę dobrze.
-Wolałabym jednak żebyś w jakiś sposób się zakamuflował - stwierdziła twardo Scarlet, rzucając w jego stronę miażdżące spojrzenie. To wystarczyło, by szybko zastanowił się nad istniejącymi możliwościami ukrycia się i prawdę mówiąc nie zajęło mu to dużo czasu.
-Mystogan - mruknął Fernandes, zarzucając na głowę kaptur, chowając pod nim charakterystyczne niebieskie włosy i zakrywając jego połami większą część twarzy. - Do usług.
Odetchnął z ulgą na widok jej zadowolonego uśmiechu. Teraz jednak skupił myśli na zupełnie innej rzeczy. Hayato. Imię to wydawało mu się być dziwnie znajome, tak jakby obcował z nim częściej już dużo wcześniej. Poczekał aż Erza załatwi przepustkę na wejście do miasta i zapyta o drogę do ich punktu docelowego, nadal próbując bardziej rozruszać swoją pamięć. Miał nadzieję, że na jego widok pewne części układanki wskoczą na swoje miejsce i wtedy wszystko ułoży się w logiczną całość.
Okazało się, że sławetna karczma znajduje się tuż u wylotu, więc praktycznie przy samej bramie miasta tak, aby goście z innych prowincji szybko zauważyli zapraszająco wyglądające miejsce. Z zewnątrz nie różniło się ono niczym szczególnym od innych gospód, w których Jellalowi było dane przebywać. Lekki wiatr delikatnie huśtał szyldem, na którym starannie wypisane było: ''Pod Zielonym Dębem''. Po kilku głębszych wdechach Erza popchnęła drzwi do przodu, wchodząc do jasno oświetlonego pomieszczenia. Niebieskowłosy od razu dokładnie rozejrzał się dookoła. Gwar rozmów, śmiechów i uderzania kufli z trunkiem o masywne stoły sprawiły, że mimowolnie natychmiast się rozluźnił. Wnętrze gdzieniegdzie ozdobione było świeżymi ziołami, które roznosiły wokół przyjemny zapach. Wszystkie stoliki były zajęte, lecz przeskakując z twarzy na twarz Jellal natknął się nawet na jedną, która wydała mu się znajoma. Zdziwiło go nieco, że właśnie podnoszący się z miejsca kapitan Fuchida przebywa w takim miejscu. Zaraz, jak on miał na imię? Hiroshi... Hideki… Hajime?
-Hayato! - Wykrzyknęła nagle Erza, stojąca obok i ukazująca w uśmiechu wszystkie śnieżnobiałe zęby.
Właśnie, Hayato! Ale...
-Słucham? - Jellal zmarszczył brwi, lecz towarzyszka, do której skierowane zostało pytanie już zaczęła przedzierać się w stronę jednego z jego dawnych podwładnych. Cóż, chyba jednak lepiej, że jego twarz była zakryta, gdyż blondwłosy pewnie nie miałby żadnych problemów z rozpoznaniem swojego władcy. Fernandes niechętnie poszedł w ślady Erzy i stanął tuż za nią w momencie, gdy Hayato przyciągnął ją do siebie.
-Dobrze cię widzieć - szepnął zanurzając twarz w jej szkarłatnych włosach, co oczywiście nie uszło uwadze niebieskowłosego. Skomentował to cichym prychnięciem inteligentnie zauważając, że gówniarz ma szczęście, bo jeszcze miesiąc temu w takiej sytuacji zostałby natychmiastowo wygnany, zwolniony i poddany chłoście. I ukamieniowany.
-''Oczywiście nie jestem zazdrosny'' - zapewnił siebie w myślach, dodatkowo potwierdzając to ledwo zauważalnym kiwnięciem głowy. Tylko że patrzenie jak Erza jest przez niego niemal pożerana wzrokiem wcale mu się nie podobało. I po co tutaj przyszli? Mogli spać sobie na jakiejś miłej polanie w lesie, a gdyby Erzie zrobiło się zimno, to byłby w stanie nawet oddać jej swój płaszcz.
-Widzę, że jednak nie przyszłaś sama - głos Hayato sprawił, że na powrót musiał zwrócić na niego swoją uwagę. - Nazywam się Hayato i jestem przyjacielem twojej towarzyszki - przedstawił się, wyciągając w jego stronę rękę.
I tylko spróbowałbyś byś dla niej kimś więcej, miał ochotę mu powiedzieć, lecz zamiast tego kulturalnie uścisnął jego dłoń.
-Mystogan - jego głos bardziej przypominał warknięcie wściekłego psa, co jednak niezbyt mu przeszkadzało. Od początku należy pokazywać, kto tutaj dominuje.
-Możesz zdjąć ten płaszcz, przyjacielu, w karczmie jest dość gorąco - zagaił blondwłosy, wskazując im stół, przy którym za chwilę usiedli.
-A możesz być tak zajął się włas...
-Niestety, mojego towarzysza złapał przykry trąd - przerwała mu szybko Erza, przy okazji ostrzegawczo przygniatając mu stopę. -Biedaczek, wstydzi się pokazywać swoją twarz.
Jellal super macho i trąd? Co ona sobie wyobraża wygadując takie rzeczy? Doigra się dziewczyna, niech tylko ją złapie w jakimś ciemnym miejscu...
-Jestem naprawdę szczęśliwy, że udało wam się dotrzeć na miejsce - kapitan uśmiechnął się szeroko i porozumiewawczo kiwnął na barmana, który już za chwilę postawił na ich stole sycącą kolację. -Dlatego też pomyślałem, że po tak długiej podróży możecie być głodni.
Brawo, Sherlocku.
Jellal przez chwilę miał wielką ochotę podziękować za posiłek, lecz wilczy głód mocno dawał o sobie znać. Sięgnął po sztućce i kulturalnie krojąc każdą porcję soczystej pieczeni wkładał je do ust, z rozbawieniem zerkając na swoją towarzyszkę, która koślawo próbowała zapanować nad widelcem i nożem. Wcześniej oczywiście musiał pozbyć się płachty zasłaniającej jego twarz, ograniczając się jedynie do kaptura. Miał nadzieję, że zakamufluje on wszystko, co należy schować.
-Powiedz, co dzieje się obecnie w królestwie - poprosiła Erza, przy okazji pakując do buzi pokaźną porcję potrawki. Akurat do tej czynności nie potrzebowała noża.
-Cóż, odkąd ten król od siedmiu boleści Fernandes opuścił królestwo wszyscy mieli nadzieję, że tyrańskie rządy w końcu dobiegły końca - westchnął blondwłosy, przeczesując palcami długą grzywkę. Jellal natomiast poruszył się niespokojnie. Król od siedmiu boleści? - Teraz jednak kiedy władzę przejął Zeref nie widzę dla naszego państwa świetlanej przyszłości. Każdy czuje dziwny niepokój, nad królestwem wiszą czarne chmury. Prawdziwa cisza przed burzą.
Imię Zerefa zadziałało na Fernandesa niczym płachta na byka. Mocno zacisnął pięści, co nie uszło uwadze Erzy. Jej spojrzenie teraz pełne ciepła sprawiło, że natychmiast się opanował. Mimo wszystko nie mogły targać nim zbyt silne emocje, nie w tej chwili. Odsunął od siebie do połowy pełny talerz, całkiem tracąc apetyt.
-Niestety nie udało mi się zdobyć oddzielnych pokoi, dlatego tę noc będziemy musieli spędzić w jednym pomieszczeniu - roześmiał się Hayato, całkiem ignorując napiętą sytuację. -Jeśli któreś z was jest zmęczone, to nasz pokój znajduje się na pierwszym piętrze, za ostatnimi drzwiami - dodał, wpatrując się w przygarbioną sylwetkę towarzysza Erzy.
Jellal po tych słowach automatycznie podniósł się z miejsca, mając zamiar całkowicie skorzystać z zaproszenia.
-Dziękuję za posiłek - rzucił tylko i zwrócił się w stronę schodów, które obrał za swój cel. Dopiero teraz odczuł zmęczenie, które niemal przygniatało go do podłogi. Drewno, po którym stąpał wydawało miłe dla ucha trzaski, które jednak prawie całkowicie zagłuszane były przez gwar rozmów. Jellal miał wielką nadzieję, że w pomieszczeniu, w którym będą spać ściany stłumią ten nieprzyjemny hałas. Pokonując ostatni schodek zsunął z głowy kaptur po czym ruszył wzdłuż korytarza, aż do jego końca. Z zadowoleniem stwierdził, że im bardziej oddala się od głównej sali, tym mniej słychać przebywających tam gości. Zdecydowanie pociągnął za klamkę i odetchnął z ulgą na dźwięk puszczającego zamka. Otwierane drzwi cicho skrzypnęły, ukazując przytulne wnętrze pokoju. Panował w nim półmrok, zakłócany jedynie światłem rzucanym przez wesoło trzaskający ogień w kominku. Znajdowała się tam również niewielka półka z książkami, trzy starannie pościelane łóżka i drewniany stół z czterema krzesłami. Toaletka posiadała sporych rozmiarów lustro, dlatego Jellal niespiesznie skierował kroki w jej stronę. Zarzucił płaszcz na wieszak znajdujący się obok drzwi i już za chwilę mógł zrobić coś czego nie robił już od dłuższego czasu - zwyczajnie się przejrzeć. Na widok swojej twarzy poczuł, że ogarnia go dziwne przygnębienie. I powodem nie było bynajmniej to, że nie podobało mu się to co zobaczył, bo bądź co bądź nie było wcale tak źle. Chodziło raczej o to, co znajdowało się w środku jego głowy i serca. Kim teraz był? Posada władcy, która od początku owiana była jednym wielkim kłamstwem w jakiś sposób trzymała go przy życiu. Lecz co teraz? Jak będzie wyglądała jego przyszłość?
-Jellal? - Cichy trzask drzwi zasygnalizował, że w pokoju znalazł się właśnie ktoś jeszcze. Po głosie doskonale poznał kto był tym niespodziewanym gościem. -Coś się stało? Wyglądasz jakbyś właśnie...
Nie czekając aż Erza dokończy, trzema szybkimi krokami przemierzył dzielącą ich odległość i mocno przygarnął ją do siebie.
-Nie ruszaj się przez chwilę, dobrze? - Zapytał cicho, wtulając się w jej ciepłą szyję. Przez chwilę zaskoczenie sprawiło, że nie była w stanie nawet się poruszyć. Moment później jej ręce bezwiednie powędrowały na jego plecy i mocno zacisnęły się na jego koszuli.
-Mam nadzieję, że tym razem nic nie planujesz - mruknęła, opierając głowę na jego ciepłym torsie.
Z góry odezwało się rozbawione paraknięcie.
-Obiecuję, że trzymam ręce przy sobie - westchnął cicho i idąc w ślady Hayato zanurzył twarz w jej włosach. Nie dziwił się, że chłopak lubił to robić - było to naprawdę przyjemne. - Myślę, że po prostu tego potrzebowałem. A ty jak zwykle zostałaś wykorzystana do moich celów.
-Z dwojga złego lepiej, że nie wykorzystałeś Hayato - roześmiała się Erza. -Owinięty od stóp do głów, naznaczony trądem Mystogan potrzebuje mocnego uścisku.
Czując, że dziewczyna próbuje się od niego odsunąć, niechętnie rozluźnił uścisk. Jej uśmiechnięta twarz sprawiła, że miał ochotę przyciągnąć ją do siebie jeszcze raz.
-Wiesz, po dłuższym zastanowieniu muszę powiedzieć, że prędzej czy później i tak stracę dla ciebie głowę - stwierdził niebieskowłosy i wyszczerzył zęby w uśmiechu na widok szkarłatnych rumienców, które natychmiast zagościły na jej twarzy.
-Chyba powinieneś iść spać, bo zaczynasz bredzić - wyjąkała z trudem, próbując przywrócić twarzy zwykłe kolory. One jednak jak na złość dziś postanowiły się jej sprzeciwić.
Jellal zrobił zawiedzioną minę.
-A gdzie buziak na dobranoc? - Zapytał, postępując krok w jej stronę. I już miał znów ją złapać, gdy między nimi pojawiła się błyszcząca klinga miecza.
-Tylko spróbuj znów jej dotknąć, a skrócę cię o głowę.
Fuchida wyglądał jakby właśnie dostał w twarz. Niebieskowłosy z zadowoleniem zanotował w myślach punkt dla siebie. W rzeczywistości sytuacja wyglądała trochę mniej śmiesznie...
-Nie należy do ciebie żebyś mógł mi tego zabronić - prychnął z rozbawieniem i wyciągnął przed siebie palec, którym prowokująco przejechał po policzku szkarłatnowłosej. - A moja głowa wciąż na miejscu, co za niespodzianka...
-Nie pogrywaj sobie, Fernandes - warknął Hayato, czując jak ręka trzymająca broń powoli zaczyna trząść mu się ze zdenerwowania. Obecna sytuacja wcale mu się nie podobała. Co tutaj robił jego dawny władca i to w towarzystwie Erzy? Erzy, która do tej pory pragnęła jedynie jego śmierci, a teraz bez skrępowania dawała mu się nawet obściskiwać?
-Myślę, że nadszedł czas byśmy spokojnie porozmawiali - mruknęła Scarlet, czując, że bronią i ostrym słowem wcale nie rozwiążą tego problemu pokojowo. Zapowiadała się długa noc...



Od autorki:
No witam, witam!
Ran Nishi po długim sierpniowym urlopie wraca w pełni sił gotowa na kolejne wyzwania. Nadszedł teraz cz!as, by wrócić do wprawy. Wena się rozleniwiła, słownictwo też przedstawia się jakoś blado... Miejmy nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy.
Mam pewne zaległości na waszych blogach, co obiecuję nadrobić w jak najszybszym czasie.
Przy okazji chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego Onee san w dzień jej szesnastych urodzin. Rozdział dedykowany właśnie Tobie, mordko ^-^
Chciałam również podziękować za 20 tysięcy wyświetleń, taka liczba bardzo cieszy moje oczy :3
PS: Poproszę wasze daty urodzin. Z chęcią będę składać wam życzenia i dedykować rozdziały :D

czwartek, 24 lipca 2014

Rogue x Yukino - I just called to say "I love you"

Dzwonek na lekcje rozbrzmiał już kilka minut wcześniej, lecz nauczyciel jeszcze do tej pory się nie pojawił. W klasie głównym tematem było popołudniowe wyjście na karaoke.
·  Też pójdziesz, prawda Yukino? - Sting oparł rękę o jej ławkę i spojrzał na nią wyczekująco.
Yukino nieśmiało uniosła wzrok znad książki, gdyż wiedziała, że jeśli spojrzy w jego oczy zaraz się zarumieni. Zawsze tak było.
·  Tak, pewnie.
·  Dobra - rzucił i odepchnął się od ławki. – Dopiszcie jeszcze do listy Yukino! - Krzyknął do Rufusa, który skinięciem głowy pokazał, że zrozumiał i wrócił do pisania.
Yukino delikatnie uśmiechała się pod nosem i patrzyła na strony podręcznika, zupełnie ignorując ich treść. Kiedy Sting pojawiał się w pobliżu, wszystko inne traciło znaczenie. Zakochała się w nim już w gimnazjum. Teraz byli już w drugiej liceum, ale nadal nic się nie zmieniło. Sting traktował ją jak każdego, rozmawiał z nią raz na jakiś czas, a czasami miała okazje wyjść gdzieś całą paczką. Lubiła w nim tą jego pewność siebie i to jak martwił się o przyjaciół, próbując ukryć to zgrywając samoluba. Zachichotała cicho na wspomnienie, kiedy Rogue kazał się Stingowi przestać o niego martwić, a blondyn zarumienił się, bo przyjaciel przejrzał jego myśli. Odwrócił się wtedy dumnie i rzucił, że on na pewno by się o niego nie martwił i jeszcze bardziej czerwony wyszedł z klasy.
Jej chichot przyciągnął wzrok Cheneya, widok jej szczęśliwej twarzy, napełniał go radością. Lubił z nią rozmawiać, mimo iż nie szło mu to za dobrze. Z niewiadomych powodów zawsze się wtedy denerwował.
·  Aguria, Ivan cię zapyta, jeśli będziesz się ciągle śmiać - mruknął obojętnie Rogue, patrząc przed siebie z głową wsparta na otwartej dłoni.
Speszona dziewczyna zatopiła wzrok w stronach podręcznika i zacisnęła usta w wąską kreskę. Jej sąsiad z drugiego rzędu na ten widok zmarszczył brwi. Jeszcze przed chwilą była taka szczęśliwa, a on przez przypadek musiał wszystko zniszczyć...
·  Ale uśmiechnij się - dodał, próbując uratować sytuację. – Nie do twarzy ci z takim grymasem - lekko uniósł kąciki ust do góry.
Z szeroko otwartymi oczami zwróciła się w jego stronę. Usłyszeć coś takiego od Rogue było czymś dziwnym. Ten chłopak rzadko kiedy się do kogoś mówi coś miłego, a co dopiero się uśmiecha.
·  Znaczy się to twoja sprawa, nie obchodzi mnie jak wyglądasz - skwitował chłodno i odwrócił w drugą stronę, aby ukryć zażenowanie i rumieńce, które z niewyjaśnionych powodów paliły mu teraz policzki.


Po skończonych zajęciach wszyscy mieli udać się na upragnione karaoke. Po wyjściu z budynku Yukino nie mogła znaleźć w torbie telefonu, dlatego stwierdziła, że wróci po niego do klasy i ich dogoni. Rogue, mimo że nie odzywał się do niej przez niemal cały dzień, nie miał ochoty iść z resztą, jeśli białowłosa miałaby się tam nie pojawić. Poinformował Stinga, że on też czegoś zapomniał i musi się wrócić. Jego przyjaciel nie uwierzył jego słowom, ale o nic nie zapytał.

Znalazł dziewczynę w sali, tak jak się spodziewał. Nerwowo przeszukiwała ławkę, a na jej twarzy widoczna była panika.
·  Pomóc ci? - Zagadał, opierając się o framugę drzwi.
·  Rogue-sama? Co ty tutaj robisz?
·  Mówiłem ci już, żebyś nie nazywała mnie: ,,Rogue-sama”, to dziwne - skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i podszedł do dziewczyny.
·  Przepraszam - mruknęła zawstydzona.
·  Nie masz za co. To jak pomóc ci? - Ukucnął przed nią i spojrzał na porozrzucane po podłodze rzeczy dziewczyny. - Czego szukasz?
·  Telefonu. Nigdzie go nie ma - szepnęła, czując, że ogarnia ją coraz większa panika.
·  Może wypadł ci na korytarzu?
Dziewczyna na te słowa spojrzała na czarnowłosego ożywiona i czym prędzej chciała iść szukać zguby. Zanim jednak mogli udać się na poszukiwania, chłodny głos Rogue uświadomił jej, że nie mogą tego zrobić dopóki zawartość z podłogi nie wróci na swoje miejsce. Nie dziwił się, że ktoś tak roztargniony jak ona, mógł zgubić telefon.
W szkole nie było już nikogo oprócz paru nauczycieli, których musieli skrupulatnie unikać. Wszystkie zajęcia skończyły się już jakiś czas temu i na korytarzu nie miało prawa być żadnego ucznia. Sprawdzali szkolne zakamarki przez pół godziny, jednak nie przyniosło to żadnego efektu. Zrezygnowani mieli właśnie wyjść, gdy do ich uszu dobiegł głos Jiemmy-senseia. Gorzej nie mogli trafić. Rogue gorączkowo rozmyślał nad miejscem, gdzie mogliby się ukryć przed najstraszniejszym gościem w szkole. Złapał dziewczynę za nadgarstek i pociągnął Yukino do najbezpieczniejszego według niego miejsca – schowka na miotły. Dyrektor po lekcjach raczej nie będzie sprawdzał takich pomieszczeń. Drzwi miały dużą szybę, więc żeby mieć pewność, że nikt ich nie zobaczy musieli usiąść na podłodze. Było tam niestety bardzo mało miejsca. Rogue usiadł pod ścianą i przyciągnął do siebie dziewczynę, która wylądowała między jego nogami. Nasłuchiwali dźwięków z zewnątrz, a kiedy mieli pewność, że niebezpieczeństwo minęło, chłopak wyciągnął rękę by nacisnąć klamkę, jednak drzwi ani drgnęły. Zaniepokojony podniósł się z ziemi i szarpnął nią jeszcze kilkakrotnie, lecz ona nadal nie zamierzała ustępować.
·  Zatrzasnęliśmy się - oznajmił i z powrotem opadł pod ścianą.
·  Jak to? A karaoke? Na pewno się nie zatrzasnęliśmy! - W oczach Yukino czaiła się panika, właśnie miała jej przepaść możliwość spędzenia wieczoru w towarzystwie Stinga!
Teraz to ona złapała klamkę i zaczęła nią szarpać, jednak bezskutecznie. Zrezygnowana zaczęła szukać kawałka podłogi, na którym mogłaby usiąść. Cheney westchnął i znów pociągnął ją na stare miejsce. Tym razem zupełnie świadomie, a nie odruchowo, jak poprzednio.
·  Wyglądasz jak zagubione dziecko - stwierdził lekko rozbawiony. - Oprzyj się o mnie, zaraz coś wymyślę.
Cała czerwona spełniła jego polecenie. Czuła jego bicie serca i oddech na czubku głowy. Jeszcze nigdy nie była w takiej sytuacji z żadnym chłopakiem. Mimo iż byli tu sami i nie mogli wyjść, nie czuła strachu, a obecność Rogue była dla niej pokrzepiająca. W pewnym momencie poczuła ciężar na ramieniu. Zwróciła tam delikatnie wzrok i zobaczyła czarną czuprynę, która opadała na jej rękę.
·  Jestem taki zmęczony - mruknął, a zaraz potem rozległo się głośne burczenie w brzuchu,
·  I głodny - dodała rozbawiona Yukino, tym samym sprawiając, że chłopak mimowolnie się zaczerwienił. - Chyba powinnam coś na to zaradzić. - Chwyciła w rękę swoją torbę i wydobyła z niej melonową bułeczkę. - Proszę - odwróciła się do niego z małą papierową torbą w ręce.
·  A ty nie jesteś głodna? - Zapytał w dalszym ciągu czerwony.
·  Nie, mam jeszcze jedną na zapas. Trochę ze mnie obżartuch - uśmiechnęła się promiennie i wcisnęła mu pakunek w dłoń. - Smacznego.
·  Dziękuję - zarumienił się jeszcze bardziej i pozwolił, żeby włosy opadły mu na twarz jeszcze bardziej niż zwykle.
Yukino patrząc na to, chwyciła kosmyk jego włosów i założyła mu za ucho.
·  Przecież ty nic przez te włosy nie widzisz - skomentowała. - Gdzieś powinnam mieć spinkę... - zastanowiła się na głos, z palcem przyłożonym do policzka.
·  Urocza... - wyrwało się cicho chłopakowi, zanim zdążył ugryźć się w język.
·  Co mówiłeś?
·  Nic... Czekaj! Czy ty powiedziałaś ''spinka''?
·  No tak, poczekaj chwilkę, zaraz ci przypnę - uniosła dłoń, żeby przypiąć mu nią za długie kosmyki, ale on zgrabnie chwycił jej nadgarstek, zanim zdążyła to uczynić.
·  Jesteś genialna - uśmiechnął się szeroko i w przypływie chwili cmoknął ją w policzek. - Spinka – powiedział i pokazał jej przedmiot, który zgrabnie wyciągnął z jej palców. - Dzięki niej wyjdziemy - wstał i podał jej mały pakunek, który chwilę wcześniej od niej otrzymał. - Zjem za chwilę.
Podszedł po drzwi i chwilę pomajstrował przy zamku, dopóki nie usłyszał charakterystycznego kliknięcia. Wyciągnął rękę do Yukino, która będąc w szoku po niespodziewanym pocałunku, podała mu jedzenie. Uśmiechnął się pod nosem, przełożył pakunek do drugiej ręki i w dalszym ciągu stał nad nią z wyciągnięta dłonią. Dopiero po chwili dziewczyna zrozumiała jego intencje i pozwoliła sobie pomóc wstać.
Kierując się do wyjścia, ze smakiem zajadał się bułeczką, co chwilę ukratkiem zerkając na milczącą Aquarię.
·  Jeśli się pośpiesznymi to zdążymy na karaoke - odezwał się, patrząc na wyświetlacz swojego telefonu. Skrzywił się na widok liczby nieodebranych połączeń od Stinga. - Wybacz, ale dzisiaj już nie znajdziemy twojego telefonu. To masz ochotę na to karaoke czy wracasz do domu?
·  Chyba wrócę do domu - odpowiedziała. Teraz nawet nie miała ochoty widzieć się ze Stingiem, jej myśli zajmował tylko Rogue.
·  W takim razie ja też. Mieszasz koło tej piekarni, ze starszą panią na szyldzie?
·  Tak.
·  Odprowadzę cię, jeśli nie masz nic przeciwko - wyglądał na speszonego kiedy to mówił.
·  Nie, nie mam nic przeciwko. - uśmiechnęła się. Nie znała takiego Rogue, a był on całkiem uroczy.
·  Ech, muszę jeszcze tylko do Stinga zadzwonić... - jęknął. - Szkoda, że nie mam nic na koncie...
·  Żaden problem, ja mam.
·  Ale ty... - zanim zdążył dokończyć, dziewczyna wsunęła dłoń do kieszeni i wydobyła z niej swoją komórkę.
·  Proszę.
·  Telefon - syknął Cheney, a na jego czole zaczęła pulsować żyłka. - Telefon - powtórzył jeszcze raz.
·  Tak, tele... - zastanowiła się przez chwilę, a potem magle ją olśniło. - Telefon! – Wykrzyknęła. - Mam telefon! Boże, ale ja jestem głupia!
Czarnowłosy wziął kilka głębokich wdechów i z całych sił starał się nie spiorunować jej wzrokiem. Cóż, nie udało mu się. Dziewczynę aż przeszły ciarki na widok jego oczu, które równie dobrze mogły służyć za broń masowego rażenia. Yukino momentalnie chciała przeprosić za swoje zachowanie, jednak kiedy z jej ust wydobyła się pierwsza sylaba, jej towarzysz głosem nieznoszącym sprzeciwu oznajmił, żeby lepiej teraz się do niego nie odzywała, bo nie ręczy za siebie. Mimo wszystko chłopak nie zaniechał planów dotyczących odprowadzenia Agurii do domu. Dobrze się składało, że nie mieszkał daleko.
Szli nie odzywając się do siebie. Zupełnie nie pasowali do scenerii miasta, które teraz wydawało się dla dwojga głośne jak nigdy. Ilekroć białowłosa chciała się odezwać i podnosiła oczy na twarz Rogue, to jego zimne spojrzenie skutecznie odbierało jej odwagę. Zdenerwowała go i to bardzo. Patrzyła teraz tylko na liście, które lekko szeleściły jej pod nogami. W końcu była już druga połowa października. O tej porze już się ściemniało, a ona nigdy nie lubiła ciemności, więc chociaż jej towarzysz był na nią zły i milczał, to wolała towarzystwo jego niż przydrożnych latarni.
W końcu doszli pod niewielki piętrowy dom, otoczony czarnym, solidnym ogrodzeniem. Rogue postanowił być oszczędnym w słowa i rzucił jedynie: „Do jutra”. Yukino momentalnie oderwała dłoń od klamki furtki i zgiąwszy się w pasie, zacisnęła powieki i zaczęła gorączkowo przepraszać. Chłopak zatrzymał się i spojrzał przez ramię. Scena rozgrywająca się za jego plecami skłoniła go do ponownego podejścia do dziewczyny. Kiedy w końcu otworzyła oczy i ujrzała na chodniku dwa czarne trampki, wyprostowała się jak struna i kontynuowała.
·  Rogue-sama, przepraszam, naprawdę bardzo przepraszam.
·  Ech, głupia, przecież nie stało się nic takiego strasznego, żebyś musiała mnie tak przepraszać - delikatnie uniósł dłoń i pogłaskał ją po głowie. - Więc, proszę, przestań - uśmiechnął się łagodnie.
·  Rogue-sama...
·  I przestań mnie tak nazywać. Będzie trzeba cię oduczyć tego nawyku. Mów mi po prostu Rogue, dobrze? - Delikatnie przekręcił głowę, czekając na odpowiedź.
·  Dobrze, ale w zamian ty przestaniesz mówić do mnie po nazwisku - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
·  To inna sprawa! - Zaprotestował, a ręka, która jeszcze chwilę temu znajdowała się na czubku głowy Yukino, teraz wylądowała w kieszeni.
·  Nieprawda! - Postąpiła krok do przodu i uniosła głowę tak wysoko, jak tylko mogła.
·  Prawda! - Uczynił to samo, tyle, że jego głowa powędrowała w dół i teraz jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od twarzy dziewczyny. Patrzył w jej oczy a widoczna w nich determinacja sprawiła, że skapitulował. - Dobrze, niech ci będzie, Yu-ki-no. - przesylabizował jej imię i wrócił na poprzednie miejsce. - To do jutra.
·  T-tak, do jutra.

Mimo, że był już listopada, to na dworze było jeszcze ciepło, więc Yukino wykorzystała okazję, aby porozglądać się po sklepach. Niedługo temperatura spadnie i spacer nie będzie już tak przyjemną opcją spędzania wolego czasu. Uradowana weszła do swojej ulubionej kawiarni. Rozpięła wierzchnie nakrycie, a rękawiczki wsunęła do obszernych kieszeni. Rozejrzała się dookoła siebie. Wszystko tak jak zwykle. Kilka stolików okrytych białymi obrusami, a przy nich drewniane krzesła. Bar z okazji zbliżających się świąt był już przyozdobiony czerwonymi światełkami, gdzieniegdzie przeplatającymi się z zielonymi gałązkami. Zamówiła średnią kawę z mlekiem i cynamonem. Z parującym napojem usiadła przy stoliku, stojącym najbliżej okna. Lubiła to miejsce, mogła z niego swobodnie obserwować zachowanie ruchu ulicznego i spacerujące osoby. Taka sceneria pozwalała jej się jednocześnie skupić. Za dwa miesiące odbędzie się bal noworoczny. Będą mogli w nim uczestniczyć wszyscy. Co za tym idzie – Sting również. Robiło jej się gorąco na samą myśl o blondynie ubranym w czarny garnitur, idealnie podkreślający jego sylwetkę. Zapłonęła rumieńcem i skryła twarz za wysokim kołnierzem płaszcza, tak jakby ktoś ją obserwował i widział jej myśli. Chciała go olśnić. Chciała, żeby zobaczył w niej piękną kobietę, która jest gotowa mu wszystko oddać, jeśli tyko poprosi. Ale nie prosił. Westchnęła, a zaraz potem upiła duży łyk ciepłego płynu. Przymknęła powieki, rozkoszując się jego smakiem. Kiedy jej oczy znów się otworzyły, po drugiej stronie stolika siedział Rogue, który spoglądał w przestrzeń ze szybą i zachowywał się, jakby Yukino wcale nie siedziała naprzeciwko. Cicho odchrząknęła. Chłopak zwrócił na nią wzrok i przywitał się, jednak zaraz potem wrócił do poprzedniej czynności. Wpatrywała się w jego profil. Oceniała jego oczy, teraz lekko przymknięte, prosty nos, lekko zaróżowione policzki, mały kucyk zawiązany na karku, a nawet palce, oplatające kubek, który przykładał do swoich pełnych ust. Jego jabłko Adama delikatnie zaczęło się poruszać w górę i w dół, a gdy się zatrzymało, podniosła wzrok i ku jej zdziwieniu napotkała spojrzenie ciemnych tęczówek. W oka mgnieniu jej twarz okryła się barwą szkarłatu. Starała się ukryć zawstydzenie, ale poniosła klęskę, co spowodowało uśmiech towarzysza, który odstawił kubek z kawą i oparł przechyloną głowę na złączonych dłoniach.
·  Nie uważasz że to niesprawiedliwe? - Mruknął.
·  Co takiego? - Swoje oczy skierowała na jakiś punkt nad jego ramieniem. Zmienił położenie głowy, tak aby patrzyła wprost na niego.
·  Też chcę się móc teraz na ciebie napatrzeć - wydawało się, że jeszcze chwila, a wybuchnie śmiechem. Yukino odwróciła głowę i zaczęła poprawiać spinki we włosach, tak by jej ręce choć trochę przysłoniły jej czerwoną twarz.
·  Nieprawda... To nie tak... - jej głos był zawstydzony i bardzo cichy. Wydała się Cheneyowi tak urocza, że nie mógł opanować choć lekkiego śmiechu.
·  Niech ci będzie - zgodził się i dopił kawę. - Więc może się przejdziemy? - Aguria zamrugała zdezorientowana kilkakrotnie, ale po chwili wahania szybko się zgodziła.



Na zewnątrz powitał ich chłodny powiew wiatru. Przeszli na drugą stronę ulicy i manewrując pomiędzy budynkami, dotarli do parku, obecnie przyozdobionego masą różnokolorowych światełek, które na przemian gasły, to znów rozjaśniały się. Dziewczyna westchnęła. Uwielbiała takie rzeczy. Miała wrażenie, że jest w bajce, a ona sama jest  księżniczką. Brakowało tylko księcia. Rzuciła ukradkiem spojrzenie na Rogue, którego mina pozostała kamienna, jednak w oczach mieniły mu się kolory z jarzących się żaróweczek. Uśmiechnęła się i stanęła przed nim na szeroko rozstawionych nogach z rękami wspartymi na biodrach.
·  Pobawmy się w berka!
·  Że co? - Pochylił się lekko, jakby dzięki temu miał lepiej zrozumieć sens wypowiedzianych przez nią słów. - Chodzi ci o takie bieganie? - Kiwnęła energicznie głową. - Ile ty masz lat? - Zrezygnowany przyłożył otwartą dłoń do czoła.
·  Teraz? Sądzę, że około dwunastu - zaśmiała się i chwyciła go za dłoń. -No chodź.
Pociągnęła go za sobą, by zaraz potem rozluźnić uścisk i z przebiegłym uśmiechem oznajmić mu, że to on goni. Przebiegła obok obszernej ławki, na której siedziała jakaś para śmiejąca się z jej wyczynów. Chwilę potem zostali oni minięci przez Rogue. Z jego krzyków można było wywnioskować, że za uciekanie spotka dziewczynę kara. Białowłosa tylko się odwróciła i pokazała mu język.
Rozpędzona wpadła na mały plac zabaw, okrążony ławeczkami, na pierwszy rzut oka, pustymi. Była już trochę zmęczona i zamierzała odpocząć przed dalszą ucieczką na zjeżdżalni. Biegła właśnie między żółtymi huśtawkami, gdy poczuła, jak coś zaciska się na jej nadgarstku, ciągnie w tył i odwraca w drugą stronę. Otoczyły ją ramiona Rogue, a na czubku jej głowy spoczęła jego broda. Serce, które jeszcze przed sekundą biło w przyśpieszonym tempie, co było spowodowane wysiłkiem, teraz waliło jak szalone.
·  Złapałem cię – skwitował. – To co mam teraz z tobą zrobić? – Ściszył swój głos do szeptu. - Ty coś zaproponujesz, czy może ja mam to zrobić?
Przełknęła ślinę i otworzyła usta, lecz nie była mimo to w stanie mu odpowiedzieć. Jakaś jej część wręcz umierała z ciekawości przed tą osłoną Cheneya. Pragnęła znać każde jego zachowanie, nawet to. Nagle została puszczona. Poczuła się z tym źle i aż miała ochotę zapytać go czemu to zrobił. On jednak przemówił pierwszy.
·  Mamy towarzystwo - patrzył na miejsce za jej plecami, był spięty, a dłonie wsunął do kieszeni odrobinę opiętych spodni.
Odwróciła się i ujrzała dwie postacie, idące wprost na nich. Jej źrenice rozszerzyły się, gdy w jednej z nich rozpoznała Stinga. Czy ich widział? A jeśli tak? To co on sobie pomyśli? Gdy podeszli bliżej przyjrzała się jego towarzyszowi, a w zasadzie towarzyszce. Była nią wysoka dziewczyna, ubrana w przyległą do ciała niebieską sukienkę do połowy uda oraz czarną skórę, na którą opadały czarne, długie włosy. O ile się nie myliła, była to Minerva ze starszej klasy. Córka dyrektora. Spojrzała na ich splecione palce i cofnęła się do tyłu, zapominając, że stoi za nią Rogue, przez co wbiła mu obcas w stopę. Syknął z bólu, a Eucliffe roześmiał się wesoło. Radosny podszedł do pary i zaczął drażnić się z przyjacielem, który co słowo piorunował go wzrokiem. Trwało to kilka minut, a pewnie  trwałobyt i dłużej, gdyby panna Orlando nie powiedziała swojemu kochanemu, bo właśnie tak zwróciła się do Stinga, że najwyższa pora iść, bo przecież mają coś do zrobienia. Mówiąc to przybliżyła się do jego ucha i szepnęła to wystarczająco głośno, aby usłyszeli to wszyscy. Blondyn uśmiechnął się w filuterny sposób i zgodził się z nią. Dodał też, że tym razem idą do niego, bo ona ma niewygodne łóżko. Rogue przewrócił oczami.
·  Dobra, spadajcie już – rzucił i zaczął machać ręką, jakby odstraszał muchę. - Tylko nie zapomnij się, Sting. Ja ci potem dzieci pilnować nie będę - kpiący uśmiech wykwitł na jego twarzy.
Blondwłosy cicho prychnął, przy okazji wywracając oczami.
·  Nawet nie poprosiłbym cię o pomoc. Teraz żegnam - wyminął parę i razem z Minervą zniknęli za ławkami.
Stali w milczeniu. Yukino nie odezwała się ani słowem podczas obecności Stinga. Miała ochotę płakać. To znaczy, że lubi takie dziewczyny jak Minerva. Wysokie, szczupłe, z długimi włosami, wyrachowane i ogólnie z zupełnie innej półki niż ona. Podniosła głowę na Cheneya i pewnym głosem mu oznajmiła, że idzie się napić. Nie czekając na jego odpowiedź ruszyła ścieżką, którą przybiegła. Osłupiały chłopak poszedł za nią, jednak nie dał rady odwieść jej od swoich planów. Postanowił, że będzie jej towarzyszył. Ktoś jej musi pilnować. Zastanawiał się, co spowodowało w niej tą chęć. Jego wysiłki w tej kwestii nie dały żadnej odpowiedzi. Nie zwróciła uwagi nawet na dekoracje, gdy wychodzili z parku. Kiedy znaleźli się na ulicy omal nie zgubił jej wśród tłumu. Było już po siedemnastej i wielu ludzi wracało z pracy. Skręciła w pewnym momencie za jeden z budynków i wyszła wprost na plac, słynący ze swej niezbyt chlubnej opinii. Weszła do jednego z barów, a bramkarz kiwnął jej głową na znak, że może iść dalej. Względem czarnowłosego uczynił ten sam gest. Weszli po schodach do małego pomieszczenia. Muzyka była nieznośne głośna, a dym papierosowy dusił niczym wąż. Na scenie grał jakiś zespół, ludzie na parkiecie, starali się poruszać w rytm utworu, jednak nijak im to wychodziło. Aguria podeszła do baru i zamówiła butelkę sake. Kiedy już ją otrzymała usiadła przy jednym wolnym stoliku i zaczęła je sączyć, cały czas nie odzywając się do Rogue, który starał się ignorować zbyt jaskrawe światła reflektorów umieszczonych pod sufitem. Dziewczyna tępo wpatrywała się w butelkę i jeździła palcem po jej szyjce. W górę i w dół. Była załamana. Chciała się teraz upić i zapomnieć widok Stinga z Minevrą. Pociągnęła duży łyk, który opróżnił szkło. Mało, wciąż za mało wypiła, więc wbrew protestom swojego towarzysza chwiejnym krokiem powędrowała do baru. Usadowiła się na jednym z wysokich krzeseł, trzymając w ręce kolejną porcję alkoholu. Czarnowłosy nie zamierzał podchodzić, jednak zmienił zdanie, gdy jakiś facet przysiadł się do dziewczyny. Kiedy podszedł bliżej, zauważył jak jego dłoń, dotyka jej nadgarstka, kręcąc na nim kółka. Delikatnie wepchnął się między dwójkę i ignorując protesty chłopka pociągnął za sobą dziewczynę. Przez omyłkę zamiast do wyjścia trafili na parkiet. Oczywiście Rogue chciał stamtąd uciec, jednak Aguria oparła się o niego i zarzucając mu ręce na szyję, szepnęła by tańczyli. Nie umiał jej odmówić. To nic, że lekko się kołysali, podczas gdy wkoło nich ludzie wyginali się we wszystkie możliwe strony, byleby tylko nadążyć za tempem utworu. Gdy skończyli, usiedli znowu przy barze. Złożyli dwa zamówienia; na wodę oraz kolejną porcję trunku. Po trzeciej butelce zachciało jej się rozmowy, jednak jej składnia pozostawiała wiele do życzenia. Cheney nie miał zamiaru dłużej się temu przyglądać, jednak, gdy oznajmił jej, że wracają, jego towarzyszka zaprotestowała i wskazała na kieliszek stojący przed nią. Wziął naczynie do ręki i opróżnił je, nawet się przy tym nie krzywiąc, następnie chwycił Yukino za łokieć i zaczął ciągnąć ją do wyjścia. Przynajmniej taki miał zamiar. Dziewczyna była tak pijana, że kompletnie nie kontrolowała swoich nóg. Westchnął i jedną ręką objął ją w pasie, jej zaś rękę przewiesił sobie przez szyję. Z trudem zeszli po schodach, na dodatek Yukino rozpoczęła niekontrolowany chichot przeplatany z czkawką.
Była już dość późna pora, a gdyby nie uliczne latarnie, nie można by było nic zobaczyć. Chłopak przyjrzał się białowłosej. Lekko poczochrane włosy, wzrok patrzący w dal i dodatkowo głupkowaty uśmiech. Pewnie nawet nie będzie pamiętać tego co się właśnie dzieje. Naszła go nagle ochota by ją pocałować, przecież ona i tak to zapomni. Skarcił się w myślach. Dlaczego w ogóle o tym pomyślał? Nagle gwałtownie się zatrzymali i Aguria usiadła na ziemi.
·  Zmęczyłam się - jęknęła i położyła się na boku. Rogue szybko zareagował, podnosząc ją do góry. - Ale ja jestem zmęczona...
·  Chyba nie mam wyboru.
Chwycił dziewczynę jedną ręką pod kolanami, a drugą ręką objął plecy, ta odruchowo zarzuciła mu ręce na szyję. Będzie musiał zabrać ją do siebie, przecież w takim stanie nie może wrócić do domu. Z tego co mu opowiadała mieszkała tylko z siostrą i nie lubiła jej martwić. Rodzice natomiast pracowali za granicą.
Gdy dotarli do domu było już grubo po dwudziestej drugiej. Położył dziewczynę na łóżku w swoim pokoju na piętrze i poszedł zdjąć kurtkę i buty na korytarzu. Gdy wrócił Yukino była w samym staniku i właśnie przymierzała się do zdjęcia spodni. Z wypiekami na twarzy, podszedł do niej i okrył ją kołdrą.
·  Co ty robisz?
·  Gorąco mi - próbowała zrzucić z siebie okrycie, jednak chłopak dość mocno jej to uniemożliwił.
·  Nie możesz!
·  Dlaczego?!
·  Bo... - zaczął szukać jakieś przekonywującej wymówki. - Ty jesteś dziewczyną, a ja chłopakiem i nie możesz tu siedzieć półnaga!
·  To ty też się rozbierz - zaproponowała.
·  Nie ma mowy!
·  A co... wstydzisz się? - Nachyliła się do przodu z chytrym uśmiechem.
·  Oczywiście, że nie! - Zaprzeczył i skrzyżował ramiona.
Aguria wykorzystała to i zrzuciła z siebie kołdrę, Cheney szybko próbował ją znowu okryć, jednak ona starała się uciec na drugą stronę łóżka. W jej obecnym stanie okazało się to niemożliwe; szybko została przygnieciona przez ciało chłopaka. Siedział na niej okrakiem, a na jego ustach gościł uśmiech pełen satysfakcji.
·  Wiesz co, Rogue? - Spojrzała mu prosto w oczy. - To wszystko wina Stinga - zupełnie nie wiedział o co chodzi. - Tak, to wszystko jego wina. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego on nie może pokochać mnie? Czemu to musi być Minerva? - Rogue omal oczy nie wyszły z orbit. Dziewczyna, która mu się podoba (długo zajęło mu, zanim doszedł do takiego wniosku) jest zakochana w jego najlepszym przyjacielu. Zeszedł z niej i położył się obok.
·  Yukino, jesteś wspaniałą dziewczyną... - starał się ją pocieszyć.
·  Nieprawda! Nie jestem! Gdybym była, to Sting chciałby być ze mną! - Łzy trysnęły jej z oczu i żwawo popłynęły po policzkach. Zakryła twarz dłońmi, jednak to było niewystarczające, odwróciła się więc na bok i ukryła zapłakaną buzię w pościeli.
Rogue automatycznie zaczął gładzić jej włosy, prosząc by nie płakała. Kiedy się uspokoiła, podniósł się do siadu, a wzrokiem szukał kołdry, by móc ją okryć. W momencie gdy miał po nią sięgnąć, poczuł pociągnięcie koszulki na plecach. Spojrzał za siebie na małą piąstkę ściskającą materiał.
·  Rogue, proszę, nie zostawiaj mnie - jej głos był bardzo słaby.
·  Nie zostawię cię – odwrócił się i przyłożył jej dłoń do policzka, a ona objęła ją dłonią. - Nigdy.
·  Zimno mi...- jęknęła, podkulając nogi. Była przecież tyko w spodniach i staniku.
·  Zaraz cię czymś jeszcze przykryję - zniknął na sekundę z jej pola widzenia, jednak za chwilę znów się pojawił.- Załóż to - podał jej czarną koszulkę.
Gdy jej strój był kompletny, położyła głowę na poduszce, wedle jego instrukcji, a on okrył ją kołdrą.
·  Połóż się obok, proszę. Potrzebuję cię.
·  Dobrze - nie był w stanie jej odmówić, chciał być blisko niej.
Zajął miejsce obok i wpatrywał się w sufit. Ona była taka piękna i krucha. W szkole potrafiła być twarda, perfekcyjna i zawsze wszystko wiedząca. Jednak on znał ją, wiedział jaka jest. Kochał ją całą.
- Przytul mnie - usłyszał cichą prośbę.
Czuł się dziwnie, gdy obejmował dziewczynę w której się zakochał, a która wolała jego przyjaciela. Gdy myślał, że już zasnęła, ona odwróciła się i przytuliła do jego klatki piersiowej. Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi na ten gest.
·  Wiesz co Rogue? Gdybym mogła zakochać się jeszcze raz, wybrałabym ciebie - była bardzo senna, zdawało się, że lada moment uśnie.
·  Jeszcze nic straconego.
·  Masz rację...
·  Ale teraz śpij - poprawił kołdrę i wykorzystał chwilę, by musnąć ustami jej czoło.
·  Dobranoc, Rogue-sama...
Nie trzeba było długo czekać, aby oboje zasnęli.


Obudziła się ze straszliwym bólem głowy. Miała ochotę znów zasnąć i po prostu nic nie czuć. Nigdy więcej alkoholu. Co jej strzeliło do głowy?  Gdyby nie Rogue, kto wie, ile by wypiła... Gdy tylko o nim pomyślała, uśmiechnęła się. Był wspaniałym przyjacielem. Coś zakuło ją na tą myśl. Czy to aby na pewno tylko przyjaciel? Otworzyła oczy i zorientowała się, że to na pewno nie jest jej pokój, a jeśli jednak jest, to zmienił się o 180 stopni. Powoli odwróciła głowę w prawą stronę. Obok niej leżał Rogue. Spał. Pytanie brzmiało: ,,dlaczego?''. Ze wszystkich sił starała sobie przypomnieć wszystkie wydarzenia. Pamiętała, że tańczyli i że zaniósł ją do domu. Swojego domu. W jej pamięci zachował się także moment, gdy zdjęła bluzkę. Na to wspomnienie zaczerwieniła się i spojrzała pod kołdrę, by ocenić swój wygląd. Koszulka swobodnie spoczywała na jej ciele i mimo że nie pamiętała skąd ją ma, to cieszyła się, że jest. Opowiedziała mu także o swoich uczuciach do Stinga. Nic więcej nie była w stanie powiedzieć o wczorajszym wieczorze.
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się, a do środka wparował długowłosy chłopak z masą kolczyków. Na widok dwójki przystanął z wrażenia. Yukino aż przeszły ciarki.
·  Obudź go, albo ja to zrobię, a może go to zaboleć - ton jego głosu był zimny. - A tak poza tym, to kim ty jesteś?
·  Kultura wymaga, aby się najpierw przedstawić - głos jej zadrżał, gdy to mówiła.
·  Hę? Taka gówniara chce mnie pouczać? - Prychnął cicho. - Jestem Gajeel, starszy brat tego gówniarza - wskazał głową na śpiącego chłopaka. - Twoja kolej.
·  Ja jestem Yukino Aguria, koleżanka z klasy Rogue.
·  Gihi, ładna mi koleżanka – mruknął pod nosem. - Nie wiedziałem, że tak wyglądają koleżeńskie stosunki - zaśmiał się cicho.
·  To nie tak! - Miała właśnie zacząć się tłumaczyć, ale szybko jej przerwano.
·  Dobra, nie interesuje mnie to, nie pierwszy raz to widzę. Rogue nie jest dzieckiem, może robić co chce.
·  Jesteście głośni... - odezwał się Rogue, starając się usiąść. - Bardzo głośni...
·  No, młody, śniadanie na stole - zakomunikował starszy brat i zamknął za sobą drzwi.
Cheney z powrotem opadł na poduszkę, dopiero Yukino, która wyrwała mu ją spod głowy, oprzytomniła go bardziej.
·  Cześć - mruknął. - Oddaj poduszkę. Rano nie jestem zbyt miły.
·  Nie możesz zasnąć. Musisz mi powiedzieć, co się wczoraj działo.
·  Matko, potem, teraz muszę spać - chciał chwycić poduszkę, ale dziewczyna przełożyła ją do lewej ręki i wyciągnęła ją w bok, tak że poduszka wisiała nad podłogą.
Mimo to, nie poddał się i próbował dalej. Skończyło się na upadku dziewczyny na ziemię. Rogue spoglądał na nią z góry i uśmiechał się w złośliwy sposób.
-Wiesz co? Odechciało mi się spać. Idę na śniadanie. Tam są twoje ubrania - wskazał na fotel, a zaraz potem wywlekł się z pościeli i wyszedł.

Gdy zeszła na dół, powitała ją szklanka do połowy wypełniona przezroczystą cieczą. Podał ją jej Gajeel, co wzbudziło w niej wątpliwości. Rogue zapewnił jednak, że to nie trucizna, ale cud-lekarstwo na kaca. Było ohydne. Omal nie wypluła go na siedzącego obok niej młodszego z braci. Wszystko odczuwała zbyt intensywnie, to też, gdy poczuła zapachy potraw, omal nie zwymiotowała. Była w siebie w stanie wcisnąć jedynie porcję ryżu. Rodzeństwo jednak zajadało się w najlepsze. Po posiłku czuła się już lepiej. Najwidoczniej ta dziwna ciecz naprawdę działa. Przeprosiła Gajeela za kłopot i podziękowała za śniadanie. Stwierdziła, że najwyższa pora już wracać.
·  Odprowadzę cię - zaproponował Rogue.
·  Dziękuję.
·  Tylko nie zapominaj, młody, że dzisiaj Levy przychodzi na obiad i masz się nie spóźnić.
·  Dobra, nie zapomnę. Możemy iść? - Dziewczyna kiwnęła głową na znak zgody.


Aby dojść do domu dziewczyny, nie potrzebowali dużo czasu. Gdy szli Cheney opowiadał, co się działo poprzedniego dnia. Może nie powiedział wszystkiego, ale niektóre rzeczy wolał zostawić tylko dla siebie.
·  A potem kazałaś mi, położyć się obok siebie. No i to by było na tyle - przystanął, opierając się o ogrodzenie jej posiadłości.
·  Przepraszam, Rogue-sama! Sprawiam ci same kłopoty. Przepraszam.
·  Dobra, starczy, gdybyś tego nie robiła, nie byłabyś tą samą Yukino - uśmiechnął się. - Dlatego; nie zmieniaj się i pamiętaj, że zawsze ci pomogę.
·  Dziękuję Rogue, dziękuję za wszystko - przytuliła się do niego, a on czule odwzajemnił uścisk.
·  No, to ja będę spadał. Trzymaj się - pstryknął ją palcami w czubek nosa i powędrował w swoją stronę.
Patrzyła się na jego plecy, w tym samym momencie rozmasowując, dopiero co uderzone miejsce. Zastanawiała się nad słowami Gajeela, który stwierdził, że nie pierwszy raz to widzi. To znaczy, że Rogue często przyprowadza do domu dziewczyny? Nie podobało jej się to. Nie podobał jej się nawet fakt, że mógłby jakaś inną dziewczynę traktować tak jak ją. Musi się dowiedzieć, o co dokładnie chodzi. Pomaszerowała w stronę drzwi, które ku jej rozpaczy, otworzyła jej siostra.
·  Teraz się tłumacz - powiedziała tonem, który zdawał się mówić: ,,obojętnie co powiesz, i tak jesteś martwa.''


Po weekendzie pogoda uległa zmianie. Zrobiło się zimno, a z nieba zaczął padać biały puch. Rogue i Sting wracali razem ze szkoły, mieli do zrealizowania projekt na geografię. W pewnym momencie Eucliffe zaczął teamt.
·  Zaskoczyć cie czymś? Zakochałem się - zaczął blondwłosy. Jego przyjaciel aż przystanął.
·  Nie gadaj, że w Minervie?
·  Oszalałeś?! To tylko znajoma. Dziewczyna o której mówię jest... - przymknął oczy, ale nie zdążył dokończyć, bo zrobił to za niego Cheney.
·  Niską blondynką z niebieskimi oczami?
·  Dokładnie! - Sting, który cały czas szedł z przodu odwrócił się, wydawał się być zachwycony. - Ej... ale skąd ty to wiesz? Nie mówiłem ci o niej!
·  Człowieku, ona wygląda jak twoje damska wersja - czarnowłosy poklepał go po ramieniu i wyminął. - No i nie istnieje. Śniła ci się, prawda?
·  Śni się co noc... ona jest idealna... - rozmarzony głos Stinga szybko zmienił się na poważny. - A co z Tobą? Dużo ostatnio czasu spędzasz z Yukino. Zabujałeś się w niej, no nie? - Złączył dłonie i położył je na karku. Zszokowany Rogue, aż otworzył usta. - Czyli tak... Ona chyba też coś do ciebie czuje, więc...
·  To niemożliwe – zaprzeczył. - Ona jest zakochana w kimś innym.
·  W kim? - Dla Stinga, to dopiero był szok, według niego Yukino leciała na Rogue, ewidentnie, nawet jeśli on sobie nie zdawał z tego sprawy. Czarnowłosy tylko spojrzał na niego ze smutkiem. - Rozumiem.... Zajmę się tym, a ty w zamian postawisz mi pizze, dobra?
·  Ale, że co? Sting, co ty...
·  Zgoda? Znamy się tyle lat i mi nie ufasz? - Udawał urażonego.
·  Dobra, niech ci będzie. Zgadzam się.
Sting w głowie już miał plan, którego skuteczność według niego wynosiła 90%. W końcu tu chodziło o darmową pizzę! No i o szczęście Rogue też...
Pod koniec tygodnia nic nie uległo zmianie. Cheney zastanawiał się, kiedy Sting ma zamiar zacząć działać. Ufał mu i wierzył w niego. Była obecnie pora lunchu, zmierzał korytarzem w stronę sklepiku z jedzeniem i nawet nie miał ochoty patrzeć na osoby przed nim. Nawet się specjalnie nie zdziwił, gdy w ostateczności na kogoś wpadł.
·  Przepraszam, Rogue-sama! - Zaczęła Yukino.
·  Czy ty zawsze musisz przepraszać? - Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. - Przecież to była moja wina.
·  Skoro tak mówisz... - schyliła głowę, by za chwilę podnieść ją i razić wszystkich naokoło swoich szczęściem. - Nie zgadniesz co się stało! - Jej krzyk zwrócił uwagą kilku osób, więc ściszyła głos. - Sting-sama się ze mną umówił. To wspaniale, prawda?
·  Ta, wspaniale. - W jego głosie czuć było gorycz. Przez chwilę jeszcze tępo przypatrywał się szeroko uśmiechniętej dziewczynie, czując w piersi dziwny uścisk. - A teraz przepraszam, ale idę coś zjeść. - Nie czekając na odpowiedź wyminął dziewczynę. Chyba będzie musiał ze Stingiem poważnie porozmawiać.
Siedział na schodach za automatami z napojami. Tutaj nikt go nie widział, a on mógł swobodnie obserwować co się dzieje. Przychodził tu on albo Rogue. Czasami jego fanki były zbyt natrętne, by mógł pozostać na głównym holu. Zaburczało mu w brzuchu. Przymknął oczy, zastanawiając się dlaczego nie zabrał ze sobą jedzenia. Szanse, że zdążyłby dojść do sali i wrócić wynosiły 30%, za mało by się fatygować. Zmienił utwór w odtwarzaczu i w pełni mu się oddał. Coś upadło mu na uda i wtedy uchylił powiekę. Przed nim spoczywała foliowa paczuszka ze słodką bułeczką z jabłkami. Jego ulubiona.
·  Dzięki - rzucił do czarnowłosego, który podszedł, gdy ten nie patrzył i teraz siedział obok, popijając zieloną herbatę.
Nie odzywali się do siebie, dopóki Eucliffe nie skończył jeść i nie zapytał z wyrzutem dlaczego dostał tylko jedną.
·  Przecież wiesz, że mogę je jeść całymi dziesiątkami. Jedna tylko rozbudziła mój apetyt - jęczał.
No i jak ktoś taki mógł knuć za jego plecami? Umawiać się z dziewczyną, która podoba się jego najlepszemu przyjacielowi? To do niego nie pasowało.
·  Sting... - zaczął. – Chcesz mi coś powiedzieć?
·  Hm? Zmieniłeś fryzurę? Właśnie tak zauważyłem, że jakoś inaczej...
·  Nie, nie zmieniłem. Zresztą czy kiedykolwiek pytałem cię o takie coś? - Spojrzał na niego, jak na idiotę.
·  No niby nie, ale zawsze może być ten pierwszy raz! - Spokojnie policzyć do dziesięciu...
·  Dziesięć... Więc Sting, powiedz mi, jaki masz plan? - Patrzył na przeciwległą ścianę, a w dłoniach okręcał butelkę.
·  Idealny. Tylko musisz być ciągle pod telefonem. Jak mi to sknocisz, to nie licz, że znowu ci pomogę. - Wyciągnął z jego rąk picie. - Dzięki, ale wolę czarną herbatę - mimo to pociągnął duży łyk.
·  Czemu umówiłeś się z Yukino? - Zapytał czarnowłosy teraz prosto z mostu.
·  Eh, Rogue, to część planu... - jęknął Sting. – Nie gadaj, że jesteś zazdrosny? – Kpiący uśmiech zawitał na wargach blondyna.
·  A ty byś nie był? To chyba oczywiste! Nie chcę, ale nie potrafię inaczej... Gdybym ja umówił się z tą blondynką to nie byłbyś zazdrosny?
·  Tylko spróbuj, a cię zabiję - zagroził mu.
·  Nie martw się, nie spróbuję, przecież ona nie istnieje.
·  Na pewno gdzieś istnieje! A gdy już ją znajdę, to się z nią ożenię. Zobaczysz!
·  Powodzenia... - zrobił pauzę i przeczesał włosy. - Nic nie zrobisz Yukino, prawda? Nie skrzywdzisz jej?
·  Stary, ale wpadłeś... - poklepał go po ramieniu. - Nie martw się, nic nie zrobię. - Wstał i otrzepał spodnie. - Wracamy?
·  Ta...
·  Nie martw, ja się tym zajmę. - odparł pewny siebie Sting, szczerząc się na pół twarzy.



Jeszcze tylko jedna ulica i będzie na miejscu. Tak bardzo chciała wyglądać na randce pięknie, że zupełnie straciła poczucie czasu. Już była spóźniona, a nawet nie jest na miejscu. Włosy latały jej w każdym kierunku, a oddech nie potrafił się uspokoić. Przebiegła przez pasy i dysząca stanęła obok Stinga. Zgięła się wpół, starając się uspokoić. Blondyn przyglądał się temu wszystkiemu z uśmiechem. Pora zacząć działać.
·  Spóźniłaś się...
·  Przepraszam, Sting-sama...
·  Eh, nie musisz. Grunt, że ostatecznie się pojawiłaś - nie zaszczycił jej nawet uśmiechem. - To gdzie pójdziemy?
·  Przepraszam, ale nie myślałam o tym... - najpierw się spóźnia, a teraz nawet nie wie czego chce.
·  Dobra... To pójdziemy... tam - wskazał na budynek na rogu. - Dobrze? - Kiwnęła głową na znak zgody.
Eucliffe chwycił ją za dłoń i prowadząc u swojego boku poszli w stronę, jak się potem okazało, cukierni.
W środku było gorąco, a na dodatek wnętrze wypchane było po brzegi. Ledwo udało im się przecisnąć do wolnego miejsca w rogu sali. Zamiast krzeseł był idealnie dopasowany narożnik. Yukino zdjęła z siebie płaszcz i usiadła, Sting poszedł coś zamówić. Gdy wrócił przysiadł się do dziewczyny i objął ją ramieniem. Druga jego ręka powędrowała na jej udo i zaczęła delikatnie je muskać. ,,Rogue mnie zabije, jak się dowie” pomyślał. Dziewczyna była cała czerwona. Taka bliskość jej przeszkadzała. Chwyciła dłoń chłopaka i przełożyła ją na jego nogę. Uśmiechnął się pod nosem.
·  Nie podoba ci się, Yukino? - Szepnął jej do ucha.
·  To, to nie tak... ja po prostu... - nie wiedziała co odpowiedzieć, kiedyś oddałaby wszystko za ten dzień, teraz jednak czuła się nieswojo.
·  Skomplikowana z ciebie dziewczyna. - mruknął i oparł się plecami o oparcie. - Mam nadzieję, że zmienisz jeszcze zdanie.
Dwa kawałki ciasta z lodami oraz kawę podała im wysoka brunetka o kształtach niczym butelka coca-coli. Sting uśmiechał się do niej zalotnie, a ona zarumieniła się. Gdy odchodziła, nie spuszczał oczu z jej kołyszących się bioder. Białowłosa poczuła się dziwnie, Rogue nigdy nie zwracał uwagi na inne dziewczyny, gdy był z nią. Chciałaby, aby Sting był taki jak Rogue, tylko dlaczego? Nagle zapragnęła by to czarnowłosy był teraz przy niej.
Dobra, nie interesuje mnie to, nie pierwszy raz to widzę. Rogue nie jest dzieckiem, może robić co chce.”
Wróciły do niej słowa Gajeela. Może tak naprawdę Rogue jest bardziej podobny do Stinga, a przed nią tylko udaje?
·  Hej... - zaczęła cicho, chcąc zwrócić na siebie uwagę blondyna, wręcz pochłaniającego jabłecznik. - Czy... - wzięła głęboki wdech. - Czy Rogue spotykał się z dużą ilością dziewczyn? - Eucliffe prawie zakrztusił się ciastem. Niby leci na niego, a pyta się o Rogue... weź tu zrozum kobiety.
·  Jak tak o tym pomyśleć... - wyciągnął przed siebie dłoń i zaczął wyliczyć. Jedna dłoń, druga dłoń, znowu pierwsza dłoń. - No było ich kilka, ale z żadną nie chodził.
·  Dla ciebie to kilka? Wymieniłeś ich z dziewiętnaście!
·  Ja miałem więcej, chyba nawet nie jestem w stanie powiedzieć ile... - zamyślił się i wrócił do posiłku.
Czyli jednak Cheney nie był taki święty za jakiego go miała. Poczuła się zdradzona. Chciała, jak najszybciej wracać do domu. Nie zwracała nawet uwagi na blondyna, który przypatrywał jej się od dłuższej chwili i znacząco zmniejszył dystans między ich ciałami. Ujął dwoma palcami jej podbródek i zbliył się do jej ust. Dziewczyna jednak odwróciła głowę, uciekając od pocałunku.
·  Gorąco tutaj... może wyjdziemy? - Chłopak w myślach dziękował Bogu za reakcję dziewczyny.
·  Może najpierw skończysz jeść? - wskazał na prawie nietknięty kawałek.
A, masz rację.
Duży zegar wiszący na budynku poczty wskazywał dopiero godzinę 15:36. Wczesna pora. Na niebie pojawiły się szare chmury i nieśpiesznie poleciały z nich białe płatki. Sting trzymając dłoń dziewczyny prowadził ją przez jedną z ulic. Teraz przyszła pora na ostatnią część planu. Musiał tylko sprawić by Yukino się do niego zraziła i przez „przypadek” wpadła na Rogue. Nie bez powodu są tak blisko jego domu. Yukino by wrócić będzie musiała obok niego przejść, a wtedy bach! Rycerz w lśniącej zbroi.
·  Yuki-chan~, wolisz to zrobić u mnie czy w hotelu? - To pytanie kompletnie wytrąciło ją z zamyśleń.
·  Co, co zrobić?
·  No jak to co? Chyba chciałaś, żebym się z tobą przespał. Każda tego chce, a ja jestem miły, więc wam nie odmawiam - skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. - Miło, że tak za mną latacie, mimo że jestem gejem to i tak się poświęcam. Czego to się nie robi dla swoich fanek - teatralnie odgarnął włosy do tyłu. Bycie gejem było pierwszą rzeczą, która przyszła mu do głowy. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna za bardzo tego nie rozgłosi... - To gdzie chcesz... - nim dokończył dłoń Yukino uderzyła w jego policzek.
·  Jesteś dupkiem! Za kogo ty się masz?! Bawisz się dziewczynami, a tak naprawdę jesteś pedałem? Nie mogę nawet na ciebie patrzeć.
Ostatni raz rzuciła wściekłe spojrzenie oniemiałemu Eucliffowi i odeszła.
Był zdziwiony, to fakt. Nie sądził, że go uderzy, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Odda Rogue. Wszystko poszło po jego myśli; dziewczyna powinna za pięć minut znaleźć się pod domem Cheneya. Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer.


Czarnowłosy odebrał niemal od razu.
·  Sting, coś ty zrobił?
·  Racja, oszczędźmy sobie zwroty grzecznościowe -sarknął blondwłosy.- I dlaczego obstawiasz, że ja coś zrobiłem?
·  A co? Yukino miała się na ciebie rzucić?
·  Dobra, nie ma aż tyle czasu... Wyjdź przed dom.
·  Po co?
·  Nie pytaj się tylko wyłaź - rozmówca pod drugiej stronie zdawał się być zirytowany.
·  No już... - Czarnowłosy narzucił na siebie kurtkę, a na nogi wcisnął buty. Na zewnątrz nie zobaczył nic niezwykłego. Wyszedł na ulicę i rozejrzał się. W jego stronę zmierzała jakaś postać, ale nie rozpoznał w niej nikogo konkretnego, więc stanął tyłem. - No jestem i co dalej?
·  Będziesz księciem. Oczywiście o ile tego nie spieprzysz.
·  Czym będę? - No on chyba nie powiedział „księciem”?
·  Wiesz co? Uderzyła mnie - syknął, ale zaraz potem jego głos przybrał najmilszą ze wszystkich form. - Zabiję cię.
·  Oj, Sting, ja ciebie też. - Starał się by jego głos brzmiał podobnie. Uśmiechnął się do siebie lekko na myśl, że dla zwykłego przechodnia, który właśnie by go mijał, mogło to brzmieć tak, jakby właśnie wyznał miłość Stingowi...
Rozłączył się i rozejrzał jeszcze raz. Tym razem tuż za nim stała Yukino, z tym wyjątkiem, że Yukino, którą miał w zwyczaju widzieć była oazą spokoju, a ta promieniowała wściekłością.
·  Yukino? - zawahał się, brew dziewczyny powędrowała w górę, a ręką z impetem uderzyła w chłopka, pozostawiając na policzku pamiątkę w postaci czerwonych smug.
·  Myślałam, że jesteś inny! Ale ty jesteś dokładnie taki sam jak Sting! - Mimo szoku jakiego doznał przed chwilą chwycił dziewczynę za łokieć, gdy ta próbowała go wyminąć. - Puść mnie – syknęła.
·  Nie. Powiedz o co ci chodzi? - Podniósł głos i utkwił w niej wzrok.
·  O co chodzi? Zachowujecie się ja najgorsi! Robicie nadzieję tylu dziewczynom, potem je po prostu porzucacie! Żebyście chociaż byli hetero! Ale nie, wy się wolicie bawić uczuciami innych - wreszcie się wyrwała. - Myślałam, że cię znam. Że jesteś inny; miły, a tak naprawdę było odwrotnie. Zachowywałeś się tak w stosunku do mnie, bo co? Bo miałeś nadzieję się mną zabawić? Najpierw Sting, a potem ty?
·  Nie mów tak - przerwał jej ostro, chwytając ją za ramiona. - Nie mów tak. Nigdy bym tego nie zrobił. Mylisz się, nie wiem co ci powiedział Sting, ale to nie jest prawda. Jesteś dla mnie ważna, bardzo ważna. Uwierz mi - cały czas patrzył jej prosto w oczy.
·  Tak? To udowodnij mi to - widać było, że zbiera jej się na płacz.
Rogue zrobił pierwszą rzecz jaka przyszła mu do głowy. Przyciągnął ją bliżej siebie. Dłońmi ujął jej drobną twarzyczkę i z przymkniętymi powiekami musnął jej wargi. Robił to delikatnie, wręcz z namaszczeniem. Była dla niego jak bańka mydlana. Taka delikatna i nieuchwytna. Jej ciało przeszedł dreszcz, a cała złość jakby gdzieś uleciała. Jego zapach zawirował jej w głowie. Złapała się jego kurtki i bardzo nieśmiało odwzajemniła pocałunek. Poczuła gdzieś w środku, że to być może Rogue tak naprawdę kocha, tylko nie dopuszcza do siebie tej opcji. Czuła do niego coś innego niż do Stinga, teraz wiedziała, że nigdy go nie kochała. Ona go przecież nawet nie znała, a Cheney był zawsze obok.
Chłopak odsunął się od niej, lecz ciągle pozostawał bardzo blisko. Szepnął jej do ucha:
·  Yukino, jesteś dla mnie bardzo ważna. Nie chcę byś myślała, że się tobą bawię – nabrał powietrza. - Kocham cię, rozumiesz?
Nie odpowiedziała. Bała się, że jej odpowiedź go skrzywdzi, a ona tego nie chciała. Ona sama nie była pewna co do tego, kim on dla niej jest. Ucieszyła się na jego wyznanie, w głowie zaświtała jej nawet myśl, że mogłaby słuchać jego wypowiadającego te dwa cenne słowa, codziennie.
·  Rogue...
·  Wiem, nie kochasz mnie. Kochasz Stinga - wszystko co mówił było przepełnione goryczą.
·  Nieprawda! - Czarnowłosy aż się wyprostował i utkwił w niej wzrok. - Ja.. ja nie kocham Stinga. Dzisiaj to sobie uświadomiłam. Przecież ja go nawet nie znałam - krzywo się do niego uśmiechnęła, a zaraz potem opuściła głowę. - Nie wiem, co do ciebie czuję - iskierka nadziei zapłonęła w jego sercu. - Tydzień. Za tydzień dam ci odpowiedzieć. Proszę, bądź cierpliwy i przepraszam.
·  Ech, nie masz za co - pogładził ją po głowie. - Niedługo się ściemni, powinnaś już iść.
·  Masz rację... Przepraszam. - powiedziała i zaczęła zmierzać w stronę domu.
Patrzył na nią dopóki nie zniknęła. Mimo wszystko Sting zrobił wszystko jak należy. Nie rozumiał co prawda, o co chodziło z tekstem o rzekomym byciu homo. Chyba będzie musiał pogadać o tym z blondynem, bo aż się bał co on jej nagadał. Ale teraz to nie było ważne. Siedem dni. Miał ochotę zasnąć i obudzić się dopiero wtedy. Niestety nie ma tak łatwo.

Niczym zjawa weszła do domu i już za chwilę mogła bez przeszkód studiować wygląd swojego sufitu. Nie, jednak nie mogła, istniała bowiem pewna czarnowłosa przeszkoda. Podsumowując dzisiejszy dzień. Poszła na randkę z chłopakiem, w którym jak myślała jest zakochana. Okazał się on jednak zupełnie innym człowiekiem. Wracając Rogue wyznał jej miłość, a ona nawet nie wie co do niego czuje. Obróciła się na brzuch i utkwiła głowę w poduszce.
Miłość. Czym ona tak właściwie jest? Nigdy wcześniej się nad tym nie zastawiała jakoś szczególnie. Gdy ktoś kogoś kocha to jest z tą osobą mimo wszystko. No i to by było na tyle jeśli chodzi o miłość. Z frustracji miała ochotę wyć.
·  Rogue... - szepnęła jego imię.
Siedem dni. Tyle ma czasu, by dowiedzieć się kim Cheney dla niej jest.

Przez cztery dni starali się unikać siebie jak mogli, chociaż było to dość trudne, chodzili przecież do jednej klasy. Nawet Sting wydawał się wyczuć panujące między dwójką napięcie. Gdy wpadli na siebie na korytarzu, błądzili wzrokiem na wszystkie możliwe strony, a ostatecznie wyminęli się i każde ruszyło w swoją stronę. Chłopaka doprowadzało to do szału. Cholernie bał się jej odpowiedzi, z każdym dniem coraz bardziej. Yukino natomiast wciąż nie była pewna. Myśl, że mogłaby skrzywdzić Rogue była dla niej gorsza niż gdyby ktoś poddał ją torturom. Po skończonych zajęciach miała w planach uczyć się, żeby chociaż na moment zająć myśli czymś innym niż ciemnowłosy. Gdy wróciła, z kuchni dochodziła rozmowa. Zajrzała przez drzwi i ujrzał swoją siostrę, otuloną ramieniem przez Midnighta. Oglądali zdjęcia. Sorano trzymała w dłoni jakąś fotografię i śmiała się, a chłopak starał się udawać obrażonego, ale koniec końców sam też się zaśmiał i ucałował czubek głowy swojej dziewczyny, która z entuzjazmem poszukiwała pośród rozsypanych po stole zdjęć, kolejnego odkrycia. Yukino postanowiła zostawić ich samych sobie i powędrowała do swojej sypialni. Torba w mało delikatny sposób wylądowała na podłodze, a sama dziewczyna tuż obok. Dla niej tych dwoje było parą idealną, mimo iż czasem się kłócili, to naprawdę bardzo się kochali. Ich miłość była wręcz namacalna. A jeszcze dwa lata temu nikt by nawet nie wpadł, że będą razem, a za miesiąc już będą małżeństwem. Dokładnie 25 grudnia. Zachichotała. A czy ktoś rok temu by pomyślał, że Rogue, powie, że ją kocha? Z czystym sumieniem może stwierdzić, że lista takich osób wynosi zero. Siedziała bezczynnie aż do momentu, gdy usłyszała dźwięk silnika przed domem. Najwidoczniej gość postanowił już wyjść. Chcąc nie chcąc podeszła do szafy żeby wyciągnąć ubranie na zmianę. Nie miała zamiaru nigdzie wychodzić, więc szorty i koszulka nadawały się idealnie. Było już po siedemnastej, a ona ostatnio jadła przed południem. Na dole, tak jak się spodziewała, czekało na nią coś dobrego.
·  No, wcinaj – powiedziała Angel kładąc talerz pełen makaronu z warzywami przed Yukino, a ona sama usiadła po drugiej stronie i zaczęła zajmować się papierami.
·  Ej, siostra... - powoli nabierała jedzenie pałeczkami, wręcz się przy tym ociągała. - Skąd wiedziałaś, że kochasz Midnighta?
·  Skąd? - Zaskoczyła ją tym pytaniem. - Nie mam pojęcia – zaśmiała się. - Był zimny i ciężko się z nim rozmawiało. Rzadko się uśmiechał, prawie w ogóle, a na dodatek lubił wdawać się w bójki. Jednak potem zaczęłąm dostrzegać też inne jego oblicza, chciałam je znać wszystkie - opowiadała o tym wszystkim uśmiechając się delikatnie. - Yukino, podoba ci się ktoś?
·  Mnie? - Zarumieniła się cała, a język zaczął jej się plątać. - Nie, tak! Znaczy się... nie mam pojęcia.
·  Yuki, a czy ten ktoś jest dla ciebie ważny?
·  Tak, nawet bardzo.
·  Powiem ci coś teraz, a ty będziesz mogła wziąć to do siebie lub po prostu wypuścić to drugim uchem. Kiedy kogoś kochasz, to ta osoba staje się dla ciebie bardzo ważna. Pragniesz jej szczęścia nawet za cenę swojego własnego. Pragniesz jej obecności, a gdy jest obok serce ci wariuje, a gdy jej nie ma, niepokoisz się. Obojętnie co robisz, chciałabyś, aby ta osoba to widziała i dlatego starasz się ze wszystkich sił, jednocześnie zastanawiasz się, co ona by pomyślała, gdyby cię zobaczyła. Myślisz o niej... marzysz... robisz to wręcz nachalnie, nieświadomie, nawet przy drobnych czynnościach. - Yukino popadła w zamyślenie, z którego wyrwała ją Sorano, czochrające jej włosy. - Nawet teraz o nim myślisz, prawda? - Delikatny uśmiech na jej twarzy, sprawił, że wyglądała niczym anioł. - A teraz jedz, potem możesz do niego iść. A ja zajmę się tym – wskazała na teczkę, którą niosła pod pachą i zniknęła w salonie.
Zastanowiła się jeszcze raz nad przed chwilą usłyszanymi słowami. Odsunęła od siebie pełny talerz i przez chwilę obserwowała pusty blat stołu. Kilka sekund wystarczyło by znalazła się na korytarzu i naciągała na nogi skórzane buty.
·  Wychodzę! - Krzyknęła i wybiegła na zewnątrz, dopinając płaszcz.
Nie była do końca pewna, co ma zamiar teraz zrobić, ale widziała, że nie wytrzyma, jeśli mu nie powie co do niego czuje. Wiatr wiał jej w oczy, ale nie przywiązywała do tego większej uwagi. Na nogach pojawiła się gęsia skórka, ale nie było co się dziwić, płaszcz nie był dłuższy niż spodenki. Stanęła przed drzwiami i zadzwoniła dzwonkiem. Przez niewielką szybkę widziała, jak jakiś cień zbliża się w jej stronę. Rogue był zszokowany. Nigdy nie spodziewał się, że zobaczy w swoim progu Yukino z rozwichrzonymi włosami, całą czerwoną, a na dodatek zdyszaną.
·  Musimy porozmawiać – rzuciła, przeskakując z nogi na nogę, by się rozgrzać. - Chodź się przejść.
·  Oszalałaś? Ty zaraz zamarzniesz! Wchodź.
·  Ale ja muszę z tobą porozmawiać na osobności! Tylko we dwoje!
·  Gajeel pojechał do sklepu, więc nikogo nie ma. Wejdziesz?
W takim wypadku nie trzeba jej było dwa razy powtarzać. Zaprowadził ją do kuchni i zrobił gorącej herbaty.
·  No, to o czym chciałaś porozmawiać?
·  Bo ja już wiem! - Chłopak podniósł jedną brew do góry.
·  Co?
·  No bo – gdyby nie to, że jej policzki były już czerwone, teraz zapłonęłyby wściekłą czerwienią. - Będzie lepiej jeśli pokaże.
Wstała, a Rogue zrobił to samo. Obeszła stół dookoła i spojrzał prosto w jego oczy. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego! Chwyciła go za koszulkę i pociągnęła w dół. W ułamku sekundy zlikwidowała dystans dzielący ich usta. Był to delikatny pocałunek, trwał tylko chwilę, ale dla Cheneya, to była właśnie najwspanialsza chwila życia.
·  Już wiem, że cię kocham – powiedziała ukrywając twarz w jego koszulce.
Chwycił jej podbródek i uniósł do góry. Pora żeby to on przejął inicjatywę. Miał ochotę skakać ze szczęścia, wypełniała go energia, a skoro obok była Yukino mógł ją jakoś inaczej spożytkować. Pocałował jej wargi nieco zachłanniej niż za pierwszym razem. Jedną ręką objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, druga odnalazła swoje miejsce pod T-shirtem dziewczyny. Gładził ją po plecach, a ustami muskał szyję. Jęknęła zadowolona, a kiedy się zorientowała, że to zrobiła znowu oblała się rumieńcem. Za chwilę wrócił do jej ust, były lekko rozchylone, więc potraktował to jako zaproszenie. W momencie, gdy zarzuciła mu ręce na szyję, usłyszeli chrząknięcie. Oderwali się od siebie jak oparzeniu. W drzwiach stał Gajeel szczerzący się od ucha do ucha i Levy, która piorunowała go wzrokiem - oboje trzymali w rękach papierowe torby.
·  Na chwilę cię nie można zostawić, gihi - nim Rogue zdążył odpowiedzieć, odezwała się Mcgarden.
·  Mówiłam, żebyś im nie przeszkadzał, ale ty jak zwykle nie słuchasz! - Tupnęła z irytacją nogą.
·  Ja nie słucham?!
·  Tak, ty! Ostatnio też tak było!
·  Kiedy niby? - prychnął.
·  To nie jest pora i miejsce na takie rozmowy! Odłóż to i chodź. Nie widzisz, że przeszkadzamy? - Ruchem głowy wskazał dwójkę po drugiej stronie.
·  Ale zakupy mają rozpakować - ton Gajeela świadczył o tym, że choćby nie mieli rąk, to i tak mają to zrobić.
Kiedy intruzi wreszcie odpuścili pomieszczenie. Rogue z chytrym uśmiechem przybliżył się do Yukino i położył dłonie na jej tali.
·  To co robimy? - Musnął nosem jej policzek.
·  Jak to co? Rozpakowujemy zakupy - poklepała go dłonią po klatce piersiowej i ruszyła do reklamówek. Zaraz potem zrobił to  również Rogue,  podśmiewając się pod nosem.

·  No, moje gołąbeczki - zaświergotał Sting. - Jakie plany na święta?
·  Ślub – odpowiedzieli jednocześnie, wciąż wgapiając się w podręczniki.
·  Hola, hola! Jaki ślub? Jesteście za młodzi! Chodzicie ze sobą niecały miesiąc! - Blondyn patrzył raz na jedno, a raz na drugie. - I nawet mnie nie zaprosiliście! I mojej osoby towarzyszącej też nie!
·  Skretyniałeś? Oczywiście, że nie chodzi o nasz ślub – Rogue obrócił się na krześle przodem do rozmówcy. – Siostra Yukino wychodzi za mąż, a my jesteśmy gośćmi.
·  Człowieku, kamień spadł mi z serca... - chwycił się prawą ręką za serce, a lewą oparł o ławkę znajdującą się za nim.
·  A co, Sting, masz coś przeciwko mnie? W końcu jesteś gejem. Znasz się na tym – powiedziała Yukino z ledwo powstrzymywanym rozbawieniem.
·  Ha, ha, ha, bardzo śmieszne - rzucił urażony i wyszedł z sali, a pozostała dwójka parsknęła śmiechem.
Sting musiał się dość sporo namęczyć przez to co powiedział. Okazało się, że słyszała go jeszcze jedna dziewczyna ze szkoły. Nie trzeba było długo czekać, aby ta wieść obiegła wszystkich. Większość fanek pozostało mu jednak wierna, w końcu Sting-kun tak się dla nich poświęcał. .
Trzymając się za ręce wracali ze szkoły. Mieli wpaść do Yukino i pomóc Sorano w przygotowaniach. Zostały jeszcze trzy dni, jutro mieli przyjechać rodzice, należało więc przygotować dla nich pokój i właśnie to było ich pierwszym zadaniem. Na jutrzejszy dzień mieli już inne, więc tym musieli zająć się już dzisiaj. Kiedy przyszli okazało się, że dom jest pusty. Udali się do jednego z pokoi i zabrali się do pracy. Białowłosa otworzyła okna i wyciągnęła z obszernego kufra stojącego za oparciem łóżka świeżą pościel. Rzuciła jedną poszewkę w stronę chłopaka i wskazała na kołdrę. Sama zaczęła ścierać kurz na szafkach. Dawno nikogo tu nie było. Dobrze, że podłogę umyła już Angel. Dziewczyna poczuła jak Rogue obejmuje ją od tyłu i kładzie podbródek na jej ramieniu, lekko łaskocząc ją przy tym włosami. Uwielbiała, gdy tak robił, czuła się wtedy taka bezpieczna. Powędrował ręką w górę wprost do białych guziczków jej koszuli. Rozpinał jeden po drugim, całując Yuki po szyi. Gdy chciał rozpiąć czwarty guzik chwyciła jego dłoń.
·  Rogue, nie mamy czasu na takie rzeczy...
W odpowiedzi otrzymała jednak ciche pomrukiwanie, a jego ręce obróciły ją w swoją stronę.
·  O jakich rzeczach myślisz? - Cała się zaczerwieniła.
·  O, o przytulaniu i całowaniu... O to mi chodziło! O nic więcej!
·  Mhmm... jesteś pewna? - Napierał na nią swoich ciałem. - Może chodziło ci o coś innego...? Tylko tyle chcesz ze mną zrobić? Jestem do Twojej dyspozycji...
·  Rog...
Nagły upadek na łóżko przerwał jej wypowiedź, zaraz potem czuła już jego usta na swoich. Całował ją zachłannie, językiem muskając podniebienie. Wsparł się na ramionach i spojrzał jej w oczy, nie trwało to jednak długo, bo już za chwilę pieścił jej szyję. Wplotła dłonie w jego włosy i jęknęła, gdy językiem zostawił mokry ślad na jej obojczyku. Kiedy wrócił do jej warg, jej dłonie wykreślały kółka na jego plecach. Właśnie miał wznowić rozpinanie guzików, gdy usłyszeli pukanie. Gwałtownie podnieśli się do góry, by zobaczyć opartego o drzwi Midnighta, jedną ręką pocierał kark, zaś w drugiej trzymał rączkę od walizki. Yukino prawie zrzuciła z siebie chłopaka, w pośpiechu zapinając koszulę.
·  Niespodzianka, przyjechali dzień wcześniej - mruknął bez emocji. - Lepiej uciekaj – kiwnął głową na Cheneya i wyszedł.
·  Boże, rodzice przyjechali! Muszę się przywitać! - Szybko złapała czarnowłosego za rękę i zbiegła na dół.


·  Ej, młody, coś ty taki ledwo żywy? - Zagadnął Gajeel dosiadając się do brata, która oglądał jakiś film.
·  Ja... poznałem jej rodziców... - wyglądał na wykończonego. - Wypytali mnie o wszystko, rozumiesz? O wszystko! A gdy jej ojciec ściskał mi dłoń myślałem, że chce mi połamać wszystkie kości. Nigdy więcej czegoś takiego! - Potarł dłonią twarz.
·  Gihi, z rodzicami Levy było to samo... - aż się wzdrygnął. - No, chociaż masz to już za sobą! - Klepnął go w plecy. - Uwierz mi, że gorzej już nie będzie, no chyba, że pewnego dnia nakryją cię z nią u niej w jej pokoju... Wtedy będzie gorzej – uśmiechnął się krzywo i poszedł na piętro.
Chłopak właśnie docenił fakt, że to Midnight niósł bagaże.



Ceremonię ślubną zakończył pocałunek pary młodej oraz rozbrzmiewające dookoła oklaski.
Ale to było dwa dni temu, teraz trwały ferie zimowe. Rogue i Yukino planowali spędzić ten dzień razem. Gajeel wyjechał na tydzień do Osaki, więc dom był pusty. Kiedy dziewczyna przyszła, jej chłopak wpatrywał się w garnek i energicznie coś mieszał. Gdy podeszła wystarczająco blisko i w dalszym ciągu, jak jej się wydawało, była niezauważona, dmuchnęła mu w ucho, na co on prawie upuścił łyżkę.
·  To tak się teraz wita z chłopakiem? – Rzucił urażony.
·  Najwyraźniej, a jeśli coś ci nie odpowiada, to znajdź sobie dziewczynę, która wita się inaczej – zaśmiała się. - Pomóc ci?
·  Chcesz odkupić swą winę, tak? W takim razie tam są warzywa do pokrojenia.
Wskazał głową na miskę na blacie. Zabrała się do pracy i już po chwili karciła czarnowłosego za podjadanie jej pokrojonego w kostkę ogórka. Ostatecznie jednak udało jej się zrobić sałatkę. Na obiad podano curry z kurczakiem i mimo zaprzeczeń Rogue, jakoby nie umiał gotować, danie okazało się sukcesem. Zmywanie pozostawił Yukino, twierdząc, że on już się zmęczył. Gotowanie to przecież niełatwa sprawa. Podeszła do zlewu i spokojnie zaczęła pocierać gąbką o naczynia. Cheney jednak co chwilę zerkał jej przez ramię i próbował jej wmówić, że na białej powierzchni wciąż są jakieś plamy. Skończyło się na tym, iż jedna ze ścierek służących do wycierania naczyń, uderzyła go w twarz. Śmiejąc się poszedł do salonu żeby poszukać jakiego ciekawego filmu do obejrzenia. Kiedy oboje wygodnie usadowili się na kanapie, Rogue oparty o granatowe poduszki, a Yukino o Cheneya, rozpoczęła się historia detektywa poszukującego swojej zaginionej córki. Aguria dała się wciągnąć w poszukiwania, natomiast chłopak wyrażał średnie zainteresowanie wydarzeniami pokazanymi na ekranie. W pewnym momencie nachylił się nad jej uchem i szepnął:
·  Mam nadzieję, że pamiętasz, co ci na dzisiaj obiecałem? - Obiecał, że da jej niezwykły prezent gwiazdkowy, co prawda trochę spóźniony. Kiwnęła głową, delikatnie się przy tym rumieniąc. - Nie zamierzam cię dzisiaj nigdzie wypuścić, będziesz tylko moja.
Serce uderzało jak szalone, a temperatura ciała momentalnie wzrosła. Przez niego kompletnie już nie mogła skupić się na fabule, przez co nawet nie zauważyła, że film już się skończył. Zegarek wskazywał 20:14.
·  Poczekaj chwilkę. - rzucił Rogue i zniknął na chwilę w kuchni, a gdy znów się pojawił w rękach trzymał pucharki pełne owoców oblane czekoladą – Proszę – uśmiechnął się i podał naczynie białowłosej.
·  Ty to wiesz co lubię... - cmoknęła go w policzek i zabrała się za deser.

Nabiła na widelczyk ostatni kawałek brzoskwini i gdy miała ją już zjeść ubiegł ją w tym Cheney. Ze smutkiem wpatrywała się w pusty sztuciec,  co spowodował  wystąpienie ogromnego uśmiechu na twarzy czarnowłosego.
·  Wynagrodzę ci to – chwycił jej dłoń i zaprowadził za sobą po schodach na górę.

Gdy weszli w środku panował półmrok, ale nikt nie pokwapił się, by zmienić ten stan rzeczy. Rogue usiadł na łóżku i jednym pociągnięciem sprawił, że dziewczyna siedziała między jego nogami oparta o jego tors.
·  Rozluźnij się – szepnął do jej ucha, które zaraz potem przygryzł.
Obrócił twarz dziewczyny w swoją stronę i złożył na jej wargach delikatny pocałunek. Wpatrywała się w jego tęczówki, które na chwilę przysłoniła koszulka, którą właśnie z siebie ściągnął. Przewrócił dziewczynę na bok i siadł na niej okrakiem. Podwinął jej T-shirt i przejechał dłonią po jej płaskim brzuchu, aż do piersi. Nachylił się nad nią i zaczął całować twarz dziewczyny. Całował policzki, czoło, nos, aż wreszcie trafił na usta. Jej dłonie napawały się dotykiem jego nagiego ciała, a języki wiły się ze sobą nawzajem. Gdy się od siebie oderwali, chwycił jej koszulkę i ściągnął ją z niej. Miała na sobie niebieski stanik z koronką, który idealnie komponował się z jej mleczną skórą. Dłonią ścisnął jedną z piersi, dostając w zamian cichy jęk dziewczyny. Teraz jego usta postanowiły zająć się tą jej częścią. Językiem przejechał wzdłuż kości obojczykowych, a następnie zostawił po sobie ślad na jej biuście. Zsunął jedno ramiączko i ucałował jej ramię. Miał już dosyć tego materiału. Wsunął jedną rękę pod jej plecy i zgrabnie zajął się zapięciem. Już za chwilę mógł oglądać jej niemałe atuty w pełnej krasie. Gdy on zajął się pieszczeniem ich na wszelkie możliwe sposoby, Yukino czuła wzrastające w niej podniecenie. Ona tez chciała coś zrobić. Chwyciła jego twarz, tym samym zmuszając go, by się na niej położył. Wykorzystała to i teraz ona była górą. Przejechała palcem po jego torsie i brzuchu, na koniec zahaczając o pasek spodni. Podniósł się do siadu i przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie. Oplotła go nogami w pasie, a ręce masowały jego kark. Ich języki wykonywały namiętny taniec. Dwójka kochanków coraz łapczywiej się sobą zajmowała, jakby to był ostatni raz, gdy mają się w ramionach. Kolejne części garderoby opuściły swoich właścicieli. Dziewczyna czuła przez bieliznę czarnowłosego jak bardzo jej pragnie, dlatego postanowiła szybko pozbyć się przeszkadzającej części garderoby. Na chwilę odsunęła się od niego i nim zdążył zareagować, pochyliła się i złapała w zęby gumkę jego czerwonych bokserek. Z uśmiechem satysfakcji powoli zsunęła je z niego, przy okazji prowokacyjnie zahaczając dolną wargą o jego członka. Na reakcję nie musiała długo czekać. Rogue złapał ją za ramiona i przewrócił na plecy, przejmując inicjatywę. Niemal siłą rozszerzył jej nogi, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że za chwilę mogła to zrobić sama. On jednak nie chciał czekać, zamierzał zbadać każdy zakątek jej ciała. Dłoń chłopaka subtelnie gładziła jej kobiecość, drażniąc jej łechtaczkę, domagając się kolejnych jęków ze strony dziewczyny. Była już gotowa, on również. Wyciągnął z szuflady kolorowe pudełeczko z prezerwatywami i założył jedną z nich. Przyjemność przyjemnością, ale bezpieczeństwo przede wszystkim! Spojrzał na nią doszukując się zgody na to, co właśnie chciał zrobić. Ku jego zadowoleniu Yukino z półprzymkniętymi oczami kiwnęła głową i nerwowo oblizała wargi. Bez wahania naparł na nią, głęboko w nią wchodząc. Wygięła się w łuk, a palce wbiła w prześcieradło. Poruszał się wolno. Mruknął z zadowoleniem czując jak Yukino drapieżnie przejeżdża paznokciami po jego plecach, odchylając głowę do tyłu. Z jej otwartych ust co chwilę dochodziły dźwięki rozkoszy, zaś przymknięte oczy sygnalizowały błogość rozchodzącą się po jej ciele. Z czasem chłopak coraz bardziej przyśpieszał. Jego ruchy stały się mocniejsze, wkładał w nie dużo więcej siły, próbując być w niej głębiej, bardziej. Dyszał coraz głośniej, podobnie było z jękami Aguari. Czuła się cudownie. Nigdy nie doświadczyła czegoś takiego, przyjemność aż przyćmiewała jej umysł. Wiedziała, że nie zdecydowałaby się na to, gdyby nie to, że towarzyszył jej Rogue. To nie był tylko seks, to był wyraz miłości jaka między nimi była. Doszli niemal w tym samym momencie. Poruszał się w niej jeszcze chwilę, po czym z satysfakcją wyszedł z niej i położył się obok. Wciąż sapiąc ucałował jej twarz, a ona chwilę potem zrobiła to samo.
·  Wiesz co, Rogue? - położyła głowę na jego klatce piersiowej. - Kocham cię – uśmiechnął się pod nosem i okrył ją i siebie kołdrą.

Wtuleni w siebie czekali na nadejście snu, a patrząc po ich zmęczeniu miał on przyjść do nich lada chwila. Dźwięk telefonu uniemożliwił im jednak oddanie się w ramiona Morfeusza. Starali się ignorować irytujący przedmiot, jednak było to naprawdę trudne. Kiedy zamilkł, odetchnęli z ulgą, ale tylko na moment. Chwilę potem komórka znów dała o sobie znać. Zdenerwowany do granic możliwości Rogue odebrał, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
-Co? - Warknął.
-Rogue, znalazłem ją! - Sting cieszył się jak dziecko w święta na widok prezentów.
-Kogo?
-No ją! Moją idealną blondynkę, przecież to oczywiste - w tle słychać było jeżdżące samochody. - Właśnie za nią idę.
-Nie uważasz, że to nienormalne śledzić dziewczynę w nocy? - Swoją wypowiedzią przyciągnął zaciekawiony wzrok Yukino.
-Nie śledzę jej - oburzył się blondwłosy. - Ja jej pilnuję.
-Super. Sting, serio świetnie, ale weź zagadaj do niej zanim zadzwoni na policję...
-Dobra, przecież wiem...
-Chyba się nie wstydzisz, nie?
-N-nie! Skąd ci to przyszło do głowy? - Jąkający się Eucliffe wydawał się być rzeczą niezwykłą. -Dobra mam szansę. Idę się jej oświadczyć.
Rogue niedbale rzucił telefon na szafkę nocną i wybuchnął głośnym śmiechem. Minęła długa chwila nim udało mu się uspokoić.
-Rogue? - Zaniepokoiła się dziewczyna.
-Miłość jest naprawdę ciekawa, wiesz? - Chłopak uśmiechnął się promiennie i na powrót objął ją ramieniem.
Sting wpadł po uszy... Gdyby ktoś wcześniej powiedział mu, że takie coś będzie miało miejsce, w życiu by nie uwierzył. Ale czy ktokolwiek pomyślałby również, że on i Yukino będą razem? Można więc śmiało powiedzieć, że cuda się zdarzają. A może po prostu miłość...?


   



Od autorki:
Witam ponownie!
One-shot wyszedł naprawdę długi i kolejny, który już jest w tworzeniu zapowiada się być równie ogromny. Musicie mi wybaczyć, że tworzenie jednopartówek zajmuje mi tyle czasu. Chcę, aby każde wasze zamówienie było jedyne w swoim rodzaju, miało rozbudowaną fabułę i potrzebuję do tego ton weny.
Z dedykacją dla zamawiającej Marchewa 2204.
Chciałam przy okazji podziękować za pomoc Onee-san, bez której na pewno nie wyszłoby mi to tak dobrze jak jest.
Musicie mi wybaczyć, ale moje plany ułożyły się w taki sposób, że niestety większą część sierpnia nie będę miała czasu na pisanie. Dodatkowo dopiero co zmogła mnie ospa, która ciut popsuła mój artystyczny nastrój.
Mam nadzieję, że one-shota, którego właśnie próbuję skończyć wstawię jeszcze zanim wyjadę. A teraz życzę wam miłej reszty wakacji i oby pogoda u was było dużo ładniejsza od tej u mnie. Cya!

Obserwatorzy